Forum Forum GONE Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Rozdział II
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum GONE Strona Główna -> Archiwum / GONE - to tylko ETAP / Archiwum 2.
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Megumi
Niezniszczalny


Dołączył: 04 Mar 2010
Posty: 1550
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: L-wo
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 7:59, 18 Lis 2010    Temat postu:

[CA]

Maggie przyglądała się Elenorze i jej towarzyszce w ukryciu. Właśnie stanęły w miejscu, w którym ona zahipnotyzowała dziewczynkę i dowiedziała się o morderstwie. Elenora gorączkowo gestykulowała i mówiła coś do swojej przyjaciółki, natomiast tamta nic nie mówiła tylko patrzyła na nią.
Nie ma to jak kumpela, która cię wysłucha... Maggie zadrwiła sobie w myślach z tej sytuacji. A tak z deczka ciekawe kim ona jest...
Dziewczyna zaczęła bacznie przyglądać się przyjaciółce Lene. Nagle dostała olśnienia.
Chwila, chwila... Przecież to jest ta dziewczyna co chodziła ze mna na matmę i historię...Jak jej było? Anne?...Nie! Araine!
Teraz gdy Maggie miała już pewność kim jest tajemnicza znajoma Elenory mogła podsłuchać o czym tak nerwowo mówi rudowłosa dziewczyna. Takie podsłuchanie było nie lada wyzwaniem, bo Lene mówiła to szeptem, ale dla Maggie nie było to problemem, gdyż miała bardzo dobry słuch.
Dziękuję ci nianiu, że mnie nauczyłaś dobrze słuchać...
- ... dobrze widziałaś co tu się stało! Jeżeli ktokolwiek się dowie, to odkryje sekret "L"!
Cholera! Ta mała małpa zna "L"! Maggie nie posiadała sie ze szczęścia. Teraz trzeba tylko wyciągnąć z niej wszystkie informacje... Za pomocą mojej mocy. Maggie uśmiechnęła się chytrze do siebie i wyszła z cienia pokazując się obu dziewczynom. Elenora natychmiast przestała nerwowo gestykulować i spojrzała na Maggie. Nie miała na twarzy wymalowanego zdziwienia, lecz pewność siebie. Jej przyjacióka, Araine też się odwróciła. Tamta raczej się bała.
- Cześć. - powiedziała Maggie uśmiechając się sztucznie. - Kogo to ja widzę? Morderczynię? - tu patrzyła na Lene czekając na jej reakcję. Jej twarz nadal wyrażała pewność siebie, ale w oczach coś błysnęło. Niepokój? Strach?
- Spoko, nikomu nie wygadam... Jeżeli mi pomożecie...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość






PostWysłany: Czw 16:19, 18 Lis 2010    Temat postu:

[CA]/[PB]
Jechał samochodem. Podziwiał ''opuszczony świat''. Dzieci biegały . Po drodze widział bójki , kłótnie, smutek, samotność, strach. Było mu szkoda tych wszystkich maluchów , pałętających się beztrosko po ulicach. Widok był mało przyjemny. Miał cichą nadzieję , że tam gdzie jedzie będzie lepiej. Wcisnął gaz i jechał szybciej. Zatrzymał się na chwile. Oparł się o siedzenie. Pomyślał. W CA zostawił osobę w , której się zakochał. Ale nikogo innego bo już nikogo tam nie miał. Zastanawiał się czy zawrócić , ale nie miał po co. Eleonora gdzieś znikła , Max nie żył. Więc po co miał zawracać. Zapiął pasy i ponownie ruszył. Jechał ostrożnie, nawet przestrzegał przepisów. Po drodze minęły go tylko dwa samochody. Mało kto umiał prowadzić samochód. Zbliżał się do celu. Wziął głęboki wdech, i powiedział głośno; -Witaj Perdido Beach.
Powrót do góry
heroin(e)
Debil Roku


Dołączył: 21 Mar 2010
Posty: 2232
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 22 razy
Ostrzeżeń: 1/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 16:39, 18 Lis 2010    Temat postu:

Nic nie robienie ją znudziło. Te wszystkie dzieciaki wydawały jaj się nieskończenie głupie. Jedyny chłopak który miał w sobie jakikolwiek ogień cały czas myślał tylko o swoim zmarłym przyjacielu. Helooł! Przecież nie przywrócisz mu życia! Może lepiej zajmij się swoim? Postanowiła odejść. Wtedy nie wiedziała jeszcze dokąd, ale już następnego dnia usłyszała o miasteczku nad brzegiem oceanu Perdido Beach. O boże , co za idiotyczna nazwa.
No ale wszystko jest lepsze od siedzenia ciągle w tej zapyziałej szkole dla niby-sadystów którzy trak naprawdę bali się nawet kichnąć bez pozwolenia. No dobra, niby fajnie, lubili się tłuc. Ale tak serio. Tkwiła tu już tyle i co? 1, słownie JEDNO morderstwo i jedna nieudana próba samobójcza. Swoją drogą naprawdę żałosna. Naprawdę, liczyła na trochę więcej akcji. A to całe Perdido… Słyszała, że jest tam o wiele więcej ludzi. O wiele więcej ludzi z Darami, które można był wykorzystać. Ale oczywiście Dzieci Plaży były zbyt słoneczne na zabicie komara. Przynajmniej dopóki ktoś nie pokaże im innej drogi…
Szła w kierunku Perdido z twardym postanowieniem znalezienia sojusznika. Potrzebowała poparcia. Wiedział, że sama nie zdoła nic zrobić, była zbyt niepozorna i krucha. Z doświadczenia jednak wiedziała, że takie właśnie Dzieci Plaży są baardzo podatne na wpływy. Wystarczyło pstryknąć palcami i zabrać im trochę tego słońca i już byli gotowi robić dla ciebie wszystko. Czas więc wykorzystać Dar.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kakunia
Lewitator
Lewitator


Dołączył: 24 Lut 2010
Posty: 564
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Sosnowiec
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 17:47, 18 Lis 2010    Temat postu:

,,Uf, całe szczęście, że z półki pod sufitem spadła książka, bo inaczej byłoby po nas" pomyślała Meg. Schowała kota wtopionego w książkę do torby, by pokazać go komuś z Rady. Miała też zamiar znaleźć Syriusza i zapytać się go o sprawy związane z jego przyjacielem. Sojrzała jecze raz na dwa wyraźne ślady kocich pazurów na policzku.
-Wychodzę na chwilę. Poczekacie na mnie?- zapytała się dzieciaków.
Katie przytuliła się jej do nogi płacząc:
-Inni też tak mówili i nie wrócili już!
Morganie zajęło pięć minut przekonanie małej, że wróci na pewno. Po wyjściu z budynku szybko sprawdziła, gdzie zanjduje się chłopak i poszła w tamtą stronę. Siedział na ławce obok Marvela. Jej zdenerwowanie prawie sięgnęło zenitu. Podeszła do nich niepewnie.
-Przepraszam,- zwróciła się do Syriusza. -być może mnie nie pamiętasz. Jestem Morgana. Chciałam cię zapytać o pewną delikatną sprawę...- zaczęła.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Bisqit
Pirokinetyk


Dołączył: 19 Lip 2010
Posty: 746
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Perido Beach
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 17:42, 19 Lis 2010    Temat postu:

[PB]

Caine... Nie widział go od 4 lat... Zmienił się. Kiedyś był niższy od Brian'a, a teraz przewyższał go o jakieś 10 cm. Jego krótkie włosy urosły mu długie aż po ramiona. Dziwne. Nie mógł ich zapuścić przed Etapem. Znał jego rodziców, byli surowi i nie pozwoliliby synowi na taka fryzurę. Jednak teraz to nie miało znaczenia.Pewnego czasu był jego najlepszym przyjacielem. Pochodził z Teksasu, ale mieszkał w Perido Beach. Znali się ze szkoły. Szybko się zaprzyjaźnili, bo mieli takie same zainteresowania. Nie pamiętał dokładnie dlaczego zerwali kon...
-Brian, słuchasz mnie?!-zapytał zażenowany Caine.
-Tak, pewnie! -skłamał chłopak.
-Właściwie to w Etapie nie mam co robić... -przyznał kolega. Brian'a olśniło. Dopiero teraz przypomniał sobie po co tu przyszedł.
-No... Wiesz ja parę innych dzieciaków stworzyliśmy taką jakby... Radę.-zaczął.
-Haha! Radę?!-zarechotał Caine.
-Tak, Radę!-zapewnił trochę zawstydzony Brian.
-Chłopie, przecież wszyscy was wyśmieją!-odparł chłopak, po czym znowu się zaśmiał.
-Wiesz, a nawet dobrze nam idzie!- upierał się Brian....


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Bisqit dnia Pią 17:43, 19 Lis 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
zimowykalafior
Super Admin
<b>Super Admin</b>


Dołączył: 10 Wrz 2010
Posty: 2241
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 53 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Australijskie Skierniewice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 18:03, 19 Lis 2010    Temat postu:

[PB]

An leżała na ciepłym piasku, myśląc o wszystkim i o niczym. O poprzednim świecie, o całkiem innym życiu, wtedy, gdy jeszcze wszystko było normalne. O tym, na co nie miała czasu i o tym, czego żałowała. Patrzyła na nieruchome chmury, na słońce, które było gdzieś, nie wiadomo, gdzie- za barierą, za nieprzebytą granicą. Za tym czymś... Czymkolwiek to było.
Muszę zobaczyć to z bliska.- pomyślała, po czym wstała gwałtownie.
-Mel!- zawołała siostrę, która stała po kolana w wodzie- Chodź, idziemy się przejść.
-Gdzie?
-W stronę Clifftopa.
-No dobra- to mówiąc, Melissa zaczęła biec wesoło wzdłuż plaży.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marvel
Różowy
Różowy


Dołączył: 21 Mar 2010
Posty: 284
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 18:22, 19 Lis 2010    Temat postu:

[PB]

Marvel spostrzegł, że w jego stronę idzie Uzdrowiciel. Ze spuszczoną głową, ponurą miną. Zupełnie jak on sam. Usiadł koło niego. Nie przywitał się. Po prostu milczał, co Marvel przyjął jako ogromny plus. Może mógłby... Nie, to nie możliwe żeby ktoś go polubił...
Milczeli i rozmyślali. Obydwoje mieli wczoraj ciężki dzień, jednak mimo tego wszystkiego co się stało, to Sirius miał ciężej. Na pewno strasznie się teraz czuje. Wczuwając się w cierpienie rówieśnika, postanowił się odezwać.
- Musisz uważać...
Uzdrowiciel po woli spojrzał na niego. Nie rozumiał.
- Lepiej wyznacz teraz granice. Swoje własne zasady, bo takie dni jak wczoraj jeszcze się powtórzą... - przerwał. - Dzieciaki będą cię pragnęły. Twojego daru... A później może być za późno.
Znów zapadła długa chwila ciszy.
- Tak, tak, muszę to zrobić... - odpowiedział, lecz Marvel wiedział, że tamten go nie słucha. Sirius miał podkrążone, czerwone oczy. Był po prostu załamany.
- Żałujesz? - Omberd zapytał się go.
Oczywiście chodziło mu o przyjaciela Uzdrowiciela, który wczoraj zginął. Chciał aby chłopak mu wszystko opowiedział. Aby powiedział, że gdyby tylko wcześniej odkrył swoją moc... Gdyby tylko... Mówienie. Uwalnianie swoich emocji jest najlepsze. Później jest tylko lepiej. Nie można kryć tego w sobie, tak jak robi to właśnie Marvel.
Siruis nie zdążył odpowiedzieć, gdyż przyszła do nich Morgana.
- Przepraszam - zwróciła się do Syriusza. - Być może mnie nie pamiętasz. Jestem Morgana. Chciałam cię zapytać o pewną delikatną sprawę... - zaczęła.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Bisqit
Pirokinetyk


Dołączył: 19 Lip 2010
Posty: 746
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Perido Beach
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 20:23, 19 Lis 2010    Temat postu:

[PB]

-Wiesz, a nawet dobrze nam idzie!- upierał się Brian.
-Mhm... No niby co zrobiliście?- zapytał Caine.
-Yyyyy... No my się podzieliliśmy obowiązkami...-odpowiedział niepewnie.
-Serio? A co ty robisz?-zapytał przyjaciel wyraźnie zaciekawiony.
-Ja? Pełnię obowiązki policjanta.-powiedział z dumą Brian. Tym razem, ku zdziwieniu Brian'a, Caine nie zaśmiał się. A... Jego ojciec był policjantem... Teraz mu się przypomniało! Po chwili niezręcznej ciszy, Caine się odezwał.
-A, masz chociaż broń?-zapytał.
-Nie, a po co? Mam mordować?!-to wydawało się mu absurdem.
-Nie o to chodzi... Masz broń, masz szacunek. Nie musisz nic nią robić, ważne żebyś ją miał!-wytłumaczył.
-Aha. rozumiem.- Brian myślał teraz o czymś innym.Caine znał się na tym... Może pomógłby mi...
-Skoro nie masz nic do roboty... To może pomógłbyś mi?-zapytał niepewnie.
-Pewnie!-wyparował Caine bez przemyślenia. Tak, chciał być taki jak ojciec...
-Ok, skoro tak mówisz, to chodźmy do komisariatu, po broń!- zaproponował i skierowali się w tamtą stronę.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Bisqit dnia Pią 20:23, 19 Lis 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
zimowykalafior
Super Admin
<b>Super Admin</b>


Dołączył: 10 Wrz 2010
Posty: 2241
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 53 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Australijskie Skierniewice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 21:26, 19 Lis 2010    Temat postu:

[PB]

An podeszła do bariery. Była taka... Niesamowita. Nieprzenikniona. Jakby przezroczysta, ale nic przez nią nie było widać. Zdawała się być cienka jak kartka papieru, a mimo to taka nieprzebyta.
Anuna westchnęła. Gdyby tak można...
-Wiem!-wykrzyknęła.
-Co?
-Przecież mogę się przeteleportować na drugą stronę.
-Przete... Co zrobić?
-Przeteleportować. Znaleźć się po drugiej stronie bariery.
-I znalazłabyś babcię?- w oczach Melissy An dostrzegła błysk nadziei.
-Nie wiem. Ale mogę spróbować.
Zamknęła oczy i skupiła się. Pomyślała o kawałku plaży, tam, tuż za murem. To było tak blisko, a jednocześnie tak daleko...
Stała tak parę sekund, po czym kolejny raz westchnęła.
-Nic z tego. To byłoby za proste.
-A już myślałam, że...
-Chyba nie. Widocznie nie ma stąd ucieczki.
An podniosła niewielki kamień i rzuciła o barierę. Nic. Odbił się, jak od ściany.
-To bez sensu. Wracamy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość






PostWysłany: Sob 12:00, 20 Lis 2010    Temat postu:

[PB]
Dotarł do domu Wujka. Dom był mały, ale bardzo przytulny. Kuchnia była najmniejszym pomieszczeniem w całym domu. Zajrzał do lodówki , ale zastał tam jakąś starą konserwę. W sypialny było nie pościelone łóżko. A pokoju gościnnym , jakieś gazety, na stole. Wojtek zaczął się śmiać , kiedy wśród czasopism zobaczył te z gołymi laskami. -Pewnie wujek rozkoszował się w dniu zniknięcia -Powiedział sobie na głos. Łazienka była mała. Zaczął sprzątać w całym domu. Pomyślał , że skoro ma tu mieszkać to niech mieszka w porządku. Po za tym lubił wujka i nie chciał być nie miły, mimo tego , że już go nie ma. Po godzinie sprzątania wyszedł na ulicę. Spacerował po Perdido Beach. Zobaczył grupkę dzieciaków podszedł i powiedział.
- Słuchajcie jest zebranie u mnie w domu . Każdy kto przyjdzie dostanie coś w zamian. Wyjął karteczkę z adresem i wręczył najstarszemu z nich.
Poszedł dalej , każdemu dawał karteczki z adresem domu wuja. Wrócił do domu i wszystko przygotował. Po 3 godzinach przyszli pierwsi goście.
-Witajcie. Dzięki , że przyszliście - przywitał z uśmiechem gości.
Po jakiś piętnastu minutach przyszli inni , spodziewał się mniej osób, ale to dobrze , że jest ich więcej. Zaczął swoją przemowę.
-Widzicie Perdido Beach idzie w złym kierunku. Co wy na to , abyśmy zaczęli sami rządzić w tym bagnie. Każdy z was ma prawo , do robienia tego co chce. Wiecie razem możemy pokazać tym gnojkom z rady kto tu naprawdę rządzi. A teraz czy zgadzacie się ze mną ?
-Tak odpowiedziało kilka dzieciaków. Potem słyszał szepty.
-On ma rację
-Tak możemy robić co chcemy.
Na pożegnanie Wojtek dodał.
-Przyjdźcie tu jeszcze jutro. A wszystko uzgodnimy. Dostaniecie jeszcze coś ode mnie . Pamiętajcie to my tu rządzimy.
Dzieciaki rozeszły się , jak zauważył zadowolone. Wojtek usiadł w wygodnym fotelu. I z szyderczym śmiechem dodał.
-No to teraz trochę namieszamy tutaj...
Powrót do góry
heroin(e)
Debil Roku


Dołączył: 21 Mar 2010
Posty: 2232
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 22 razy
Ostrzeżeń: 1/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 13:15, 20 Lis 2010    Temat postu:

[PB]
Pierwsze co zobaczyła po wejściu do miasta… No cóż chaos. Dzieci biegały bez celu po ulicach, wszędzie było widać stosy śmieci. Dylan podeszła do ciemnowłosej dziewczynki. Uśmiechnęła się szeroko. –Hej mała. To określenie nie było zbyt trafne, bo dziewczynka mimo że miała najwyżej 8 lat była mnij więcej wzrostu Dylan. 127cm. –Mogłabyś mi powiedzieć kto właściwie tu rządzi?
- No pewnie. To znaczy, nie jestem pewna kto dokładnie, ale powstała hmm… Rada Miasta. Tak to chyba nazywają… W każdym razie siedzą w tamtym budynku.
Wskazała palcem.
-Dzięki, słoneczko. I rzeczywiście dookoła główki dziecka pojawiły się nagle złote promyczki.
-Łaaaał! Jak to zrobiłaś?
- To moja słodka tajemnica… Do zobaczenia. Dylan uśmiechnęła się i ruszyła w kierunku przeciwnym do wskazanego przez dziewczynkę, która teraz trzymała w ręku wyjęte z kieszeni lusterko i oglądała swoją świetlistą koronę. Była prawie pewna, że światło zostanie przy dziewczynce na tyle długo, by ta cała Rada to zauważyła i się tym zainteresowała.
dwie godziny później

Nie mogła uwierzyć że wykorzystał jej pomysł. I to właśnie ON! Musiał oczywiście przyleźć tu zaraz wtedy co ona i przekonać dzieci do SWOICH racji. Słyszała oczywiście na tym jego zebraniu dla tych „lepszych” którzy podobno mieli przejąć władze. Skoro nie da się inaczej… Chyba trzeba będzie przyjść na następne spotkanie.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez heroin(e) dnia Sob 14:14, 20 Lis 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
leszczowata
Super Silny
Super Silny


Dołączył: 11 Kwi 2010
Posty: 305
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Krk <3
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 14:42, 20 Lis 2010    Temat postu:

[PB]

-To chore! Tak, to chore! -powtarzała w nagłym ataku paniki- Chore, słyszycie, chore! Tak, tak, tak właśnie myślę! TO CH-O-R-E!
Nie myślała logicznie. W ogóle nie myślała. Przed soba widziała tylko ciemność. Ona sama i wszechogarniająca pustka. Wtedy zaczęła się śmiać. Jej histeryczny śmiech rozbrzmiewał pośród nicości. A ona tylko się brechtała.
-Hahaha. Wygląda na to, że umarłam! Hahaha. Umarłam! Tak. To wszystko chore! Hahaha...
Wtem rozbłysło światło. Palące, ostre światło. Am zamknęła oczy. Kiedy je otworzyła zniknęła ciemność, nie było też już jasności. Dziewczyna leżała na podłodze. Powoli przypominała sobie co się działo przed straceniem przytomności. Poczuła ból w całym ciele.
-Muszę wrócić do miasta. JAK NAJSZYBCIEJ.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
zimowykalafior
Super Admin
<b>Super Admin</b>


Dołączył: 10 Wrz 2010
Posty: 2241
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 53 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Australijskie Skierniewice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 14:45, 20 Lis 2010    Temat postu:

[PB]

An była zmęczona. Razem z Melissą zeszły z plaży i podążały w kierunku domu.
-Nogi mnie bolą- powiedziała tamta.
-Już niedaleko.- to mówiąc, An zwróciła uwagę na kilkoro dzieciaków, które szły w kierunku jakiegoś domu, śmiejąc się i podszeptując. Jakby były podekscytowane. Weszły do środka. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jeszcze więcej dzieci tam szło. I jeszcze więcej. Niektóre trzymały w rękach karteczki i rozglądały się w poszukiwaniu numerów domów. An zaczepiła małego, może 7-letniego chłopca.
-Po co tam idziecie?
Tamten nie wiedział, czy powinien odpowiadać, ale wymamrotał w końcu:
-Nie wiem. Wszyscy idą. Jakieś zebranie.
-Zebranie?! Czego?
-Na serio nie wiem. Nic ważnego.
Ktoś coś kombinuje... Gdyby było zebranie Rady, wiedziałabym o tym.
Myślała przez chwilę. Złapała Mel za ramię.
-Mel. Idź tam. Do tego domu. Dowiesz się, o co chodzi.
-Dlaczego? Może lepiej ty idź.
-Ja nie mogę. Ale będę cię pilnować. Idź, proszę. I powiedz mi, o czym tam mówili.
-A jak mi coś zrobią?
-Rany, Mel, nic ci nie zrobią. Błagam.
-Ok... Robię to tylko dla ciebie.
Odwróciła się i niechętnie poszła w kierunku domu.

An pojawiła się nieopodal furtki, skryła się za krzakami i czekała.
Po kilkunatu minutach dzieciaki zaczęły wychodzić. Gdy wszystkie się oddaliły, Anuna zawołała Mel i spytała:
-I co?
-Mówili coś o Radzie. I o tym, że możemy robić, co chcemy. I taki chłopak powiedział, że nam coś da.
-Co jeszcze?
-Mówił, że chce rządzić w jakimś bagnie...
-No dobra. Dzięki wielkie. Pomogłaś mi. Teraz idź do domu. Muszę coś załatwić.

Dziewczyna odprowadziła siostrę wzrokiem i przeteleportowała się na plac. Muszę znaleźć kogoś z Rady. Dzieje się coś złego.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Diana
Jr. Admin


Dołączył: 22 Lut 2010
Posty: 899
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Siemianowice Śląskie
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 16:23, 20 Lis 2010    Temat postu:

Diana spostrzegła Marvela siedzącego na ławce przy fontannie. Niedaleko szła Morgana z jakimś chłopakiem. Rozmawiali o czymś, a Meg zdawała się jeszcze bardziej niepewna siebie niż zwykle. Jednak Diana nie miała czasu się zastanawiać, co jest tematem ich konwersacji. Podeszła wolnym krokiem do Marvela i usiadła obok niego.
-Ty mnie uratowałeś, wyniosłeś z tego domu, prawda? - spytała, chociaż znała odpowiedź. Chciała tylko się upewnić, czy nie zwariowała.
Marvel powoli kiwnął głową.
-Ja... - głos Diany się zaczął załamywać, z jej oczu pociekły łzy - Dziękuję. Nawet... nie jestem w stanie wyrazić mojej wdzięczności, ale wiedz, że nikt nigdy nie zrobił dla mnie niczego wspanialszego. Uratowałeś mnie, chociaż mnie nie znasz, jestem zupełnie obcą osobą. Dlaczego... Dlaczego to zrobiłeś?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Loki
Super Moderator
<b>Super Moderator</b>


Dołączył: 26 Maj 2010
Posty: 2006
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gdańsk
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 17:15, 20 Lis 2010    Temat postu:

Schody skrzypiały przeraźliwie, ale sprawiła swoja mocą, iż dźwięk stał się niesłyszalny. Piwnica była niewielka, ale cała zastawiona wielkimi pudłami, po lodówkach, telewizorach i takich tam. Otworzyła pierwsze z brzegu.
-O matko – zaklęła pod nosem, widząc zawartość pudła. Było tam wszystko. Od badziewnego breloczka do kluczy, przez masę wepchniętych byle jak serpentyn w jaskrawych kolorach, po kilka par wielkich, różowych majtasów. Rozejrzała się niepewnie po pomieszczeniu. Skoro nikt nie kłopotał się, aby ułożyć to w jakimś logicznym porządku, przeszukiwanie potrwa wielki.
Elizabeth zamyśliła się.
Emilly na pewno schowała towar tutaj – byłby bezpieczny.
Zaczęła się rozglądać po pudłach. Tak! Jedno z nich, na pozór takie samo, zdawało się czystsze. Przejechała ręka po wierzchu opakowania. Bingo – warstewka kurzu była cieńsza. Otworzyła karton.
Dwa wielkie pluszowe zwierzątka.
Ogromniasty płaszcz w grubego materiału w kolorze ciemnej-zieleni.
Trochę styropianu.
Kilka starych zeszytów od rachunków z 1975r.
Po przeszukaniu kieszeni płaszcza i przesypania całego styropianu, gdy El już chciała rozpruwać pluszowego Kubusia Puchatka, coś ją powstrzymało. Myśl.
Pudło, mimo że wielkie, było wypełnione dość lekkimi rzeczami, prawda?
Dziewczyna rozłożyła składany nóż i zaczęła skrupulatnie sprawdzać deski parkietu. Tak! Jedna była obluzowana.
- A! Tu cię mam! –uśmiechnęła się tryumfalnie, wyjmując niewielką siatkę. W środku – kilkadziesiąt małych foliowych woreczków, wypełnionych białym proszkiem. Było też kilka, wykonanych naprędce skrętów. Elizabeth z trudem pomieściła to wszystko w swojej torbie na ramię. Odstawiła wszystko na miejsce.
Zaraz potem się wróciła. Wyrzuciła potężny płaszcz i pluszaki z pudła. W zamian wrzuciła, powyciągane z innych kartonów, stary telewizor „Rubin”, naręcze kaset wideo „+18”, a jako wisienkę na torcie, ciężką kulę do kręgli. Podłoga pod kartonem, aż zatrzeszczała pod jego ciężarem.
Zadowolona, wręcz podskakując, wyszła z domu Emilly, nie zapominając o ponownym włączeniu alarmu i skrupulatnym zamknięciu drzwi. Przed powrotem na komisariat, postanowiła zobaczyć, jak sprawdził się gaz. Kryjąc się w cieniu i mniej uczęszczanych uliczkach, doszła od tyłu do domu burmistrza. Zaśmiała się po cichu, widząc otwarte okna, dziewczynę ze śladami wymiocin na bluzce, oraz ogólny chaos.
Cel osiągnięty. Chciałam przerwać ich obrady – ta dam!
Już w pełni zadowolona zawróciła na San Pablo Avenue.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Loki dnia Sob 17:16, 20 Lis 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
zimowykalafior
Super Admin
<b>Super Admin</b>


Dołączył: 10 Wrz 2010
Posty: 2241
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 53 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Australijskie Skierniewice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:00, 20 Lis 2010    Temat postu:

[PB]

An pojawiła się na placu. Zobaczyła Marvela rozmawiającego z Dianą. A raczej... To Diana mówiła. Miała łzy w oczach.
Kilkast metrów dalej szli Sirius z Morganą. Kolejne kłopoty?
Postąpiła parę kroków naprzód, w stronę ławki, na której siedział Marvel. Po chwili jednak zatrzymała się. Miała inny pomysł. Przecież oni mają mnóstwo innych, ważnych spraw. A jakiś dzieciak, któremu nagle zachciało się rządzić, to nie od razu problem. Przecież można go wystraszyć.

Poszła w stronę jego domu. Zatrzymała się przed wejściem. Pomyślała o jednym z pokoi.
Pojawiła się w łazience. Lepiej trafić nie mogłam. Wyszła z ciasnego pomieszczenia. Gdzie on może być?
Przeszła cichutko przez korytarz i zajrzała do salonu. Siedział w fotelu. An zobaczyła tylko czubek jego głowy, wystający znad oparcia.
Żeby było efektowniej, pojawiła się tuż przed nim. Dopiero teraz zobaczyła jego twarz. Właściwie miała go za trochę młodszego, myślała, że to jakiś dziesięciolatek. A wyglądał na starszego od niej.
Jednak nie zawahała się.
-Nie próbuj przejąć władzy. Nie uda ci się. Nas jest więcej. I wiemy o wszystkim, co się dzieje w mieście, prawda?- gdy skończyła zdanie, zniknęła. Pojawiła się w swoim domu.
Roześmiała się na myśl jego zdziwionej twarzy...


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zimowykalafior dnia Sob 20:01, 20 Lis 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość






PostWysłany: Nie 11:42, 21 Lis 2010    Temat postu:

[PB]
Zdziwił się , że jakaś dziewczyna włazi mu do domu, i mówi co ma robić a czego nie. Pomyślał , że pewnie jest tu więcej takich osób ,które będą chciały przeszkodzić mu w planie. Nie przejął się zbytnio jej wizytą , ale jak zauważył też miała jakąś moc. Bo nawet nie zauważył kiedy znikła. Zapadł już zmrok. Wojtek poczuł się senny. Przykrył się cieplutkim kocem i rozłożył wygodnie na fotelu. Zasnął szybko. Obudził się w środku nocy. Z dumą liczył znaleziony towar. U wujka w szafce znalazł dużo długo terminowego jedzenia. Widocznie nikt nie znalazł ukrytej szafki i jedzenie uchroniło się przed bandą dzieciaków. Znalezioną żywność chciał rozdać dzieciakom , ale pod warunkiem , że posłuchają i wykonają to co ma im do powiedzenia. Miał nadzieję , że jego plan się powiedzie. Teraz włączył swą moc i poszedł poszukać tej dziewczyny , która chciała przeszkodzić mu w planie. Ale po krótkim czasie doszedł do wniosku , że nie ma sensu szukać Jej teraz.

Nastał ranek. Wojtek musiał przygotować się do kolejnego spotkania. Przygotował kosz do którego włożył pożywienie. Teraz tylko musiał czekać , aż przyjdzie banda naiwnych dzieciaków.
Powrót do góry
zimowykalafior
Super Admin
<b>Super Admin</b>


Dołączył: 10 Wrz 2010
Posty: 2241
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 53 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Australijskie Skierniewice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 13:56, 21 Lis 2010    Temat postu:

[PB]

An leżała na dachu. Lubiła to miejsce- wspinała się przez balkon, po nierównych cegłach, wchodziła na dach i patrzyła w gwiazdy. Mogła tak leżeć całą noc. Zapominała o wszystkim.
Teraz nie mogła. Myślała, co może zrobić. Dowiedziała się od Mel, że jutro ma być kolejne spotkanie. Tylko tyle. Jutro. Co to znaczy "jutro"? O której godzinie?
Myślała, co on planuje. Chciał przekupić dzieciaki- to na pewno.
Powoli zaczynało brakować jedzenia. Wszyscy przejdą na jego stronę, jeśli im je obieca. Ale skąd je weźmie? W tym domu nie może być go za wiele. Więc... Zacznie szukać w innych.
Nie pozwolę.- pomyślała, po czym zasnęła.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Bisqit
Pirokinetyk


Dołączył: 19 Lip 2010
Posty: 746
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Perido Beach
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 14:36, 21 Lis 2010    Temat postu:

[PB]

Dotarli na komisariat. Brian pociągnął za klamkę i... Nic.
-Zamknięte-powiedział zdziwiony.
-Jak to?! - zdumiał się Caine. Brian wiedział co musi zrobić. Ale nie mógł mu powiedzieć o mocy! Chociaż... Nie.
-To co robimy?-zapytał Caine, lekko znudzony. Nagle, Brian wpadł na pomysł jak pozbyć się na chwilę Caine'a.
-Yyyy... Caine, może obejdź cały budynek dookoła. Ktoś musiał zostawić otwarte okno!-zaproponował.
-Ok, a ty co zrobisz?-Brian nie miał pojęcia co odpowiedzieć na to pytanie.
-Ja po siłuję się trochę z tym zamkiem.-w końcu odpowiedział. Gdy Caine odszedł na wystarczającą odległość, Brian mógł zacząć. Przyłożył rękę do zamku. Użył mocy. Czuł, że "trzyma" części. Wykonał kilka ruchów po czym otworzył drzwi. W tym momencie podszedł Caine.
-Jak to zrobiłeś?-zapytał zdziwiony.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Loki
Super Moderator
<b>Super Moderator</b>


Dołączył: 26 Maj 2010
Posty: 2006
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gdańsk
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 17:25, 21 Lis 2010    Temat postu:

Przekradając się do swojej siedziby, Elizabeth o mało nie została potrącona przez nadjeżdżający koślawo, ale z dużą prędkością samochód. Odskoczyła wręcz w ostatniej chwili. Pojazd zatrzymał się kilka metrów dalej. El zaraz do niego przeskoczyła, szykując wiązankę przekleństw, gdy szyba się opuściła i zobaczyła za kierownicą… kurczę, jak on się nazywał? Chyba wołali na niego Glizda…
- Hej – odezwał się beztrosko, jakby wcale nie był małym, pyskatym 10-latkiem, który prawie pozbawił kogoś życia.
- Ja ci dam „hej”… – powiedziała tak ostro, ze zrzedła mu mina – Co ty wyprawiasz?! Chcesz kogoś zabić?!
Na ułamek sekundy uśmiechnął się, jakby ta myśl napawała go radością. Tak… Glizda był zdecydowanie dziwny. Ale czego się spodziewać po chłopcu, który już w wieku 10 lat, popadł w nałóg. Po części była to zasługa starszego brata, ale teraz, gdy 17-latek wyparował, mały rozrabiał na całego. Ale był lojalny. I jako nieliczny używał własnego mózgu.
- Miałem się nauczyć jeździć samochodem, prawda..? – zapytał ze słodką minką, niewiniątka.
Elizabeth westchnęła. Mniej więcej na tym polegała rozmowa z Glizdą. Ech…
- Ale dlaczego ty? Jesteś gówniarzem. Ledwo sięgasz łbem ponad kierownicę. Ty…
- Wiem, wiem – naburmuszył się tamten, niczym małe dziecko (którym zresztą był) – ale reszta nawet nie potrafi wcisnął klucza do stacyjki.
Tu El musiała przyznać mu rację. Ale nie miała zamiaru tego okazywać.
- Jedź gdzie indziej – poleciła – Gdzieś, gdzie nie ma ludzi. I nie zabij nikogo.
Uśmiechnął się obleśnie, po czym podniósł szybę i ruszył z piskiem opon.
Elizabeth zanotowała sobie z pamięci, żeby mu za to dowalić.
Nagle samochód stanął. Glizda otworzył drzwi:
- Ej! Jest jeszcze jedno!
El uniosła brew z lekceważeniem, ale i zainteresowaniem.
- Jest jakiś gościu, no nie? No i zwołał zebranie, i on mówi, że nie mamy słuchać Rady i takie tam pierdoły. – wyciągnął rękę z jakimś kawałkiem papieru. Elizabeth wzięła od niego ulotkę – widniał na niej jakiś adres.
- Dużo osób było na tym… zebraniu?
- No.
El lekko podniosła rękę i rozległ się przenikliwy świst. Glizda skrzywił się, łapiąc za uszy. Dźwięk ustał. El chwyciła chłopca za koszulę i przyciągnęła jego twarz do swojej.
- Ile razy mam ci powtarzać, że nie mówi się „no”? Tak możesz się odzywać do swoich bezmózgich koleżków. A teraz mów - ilu ich tam było? I co to w ogóle za jeden.
Glizda szybko wyjaśnił, że było ich koło 30 osób, a ten gościu, Wojtek (co to za imię?!) ogłosił następne zebranie jutrzejszego ranka.
El westchnęła. Coraz więcej osób wchodziło w jej drogę. A było tak pięknie…
- Dobra Glizda, plan jest taki – idziesz tam i próbujesz go przekabacić na naszą stronę.
-Ja?!
- No, a kto?
- Ale… on jest one mnie starszy i…. on jest z CA. Wiesz, że tam są sami wariaci. Zresztą, co ja mam mu powiedzieć. No i…
- DOŚĆ! – tak, El nienawidziła Glizdy. Był najbardziej przydatny, ale wkurzający – Zmiana planów. Ja się nim zajmę, ty tylko go do mnie sprowadź.
- Ale…
- Żadnych ale! – El wepchnęła go z powrotem do wozu, po czym z wściekłością podążyła w stronę komisariatu.
Zawsze musi się znaleźć jakiś patafian, który gra wielkiego Nieustraszonego Przywódcę!
Glizda spojrzał za swoją szefową, wzruszył ramionami i wyciągnął z kieszeni ostatnią torebkę. Za to zadanie, musi mi dać podwyżkę – pomyślał, ruszając gwałtownie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum GONE Strona Główna -> Archiwum / GONE - to tylko ETAP / Archiwum 2. Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 5 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Emule.
Regulamin