Forum Forum GONE Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Fragment

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum GONE Strona Główna -> Faza szósta: Światło
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sophie
Przenikacz
Przenikacz


Dołączył: 31 Gru 2010
Posty: 261
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 19:29, 28 Maj 2013    Temat postu: Fragment

Oficjalny fragment ze strony wydawnictwa: [link widoczny dla zalogowanych]


Gaia roznieciła ognisko z gałązek, które zebrała Diana. Było niewielkie, Diana wiedziała, że
za chwilę się dopali, a ona zaśnie na zimnej ziemi.
Dwa dni wcześniej przez chwilę miała szansę uciec do Caine’a. Caine był z Samem. Mogła
uciec od Gai, pobiec do niego.
Istniało jednak ryzyko, że Drake Biczoręki ją powstrzyma. Być może Gaia również. Choć z
jakiegoś powodu Gaia nie pozwoliła Drake’owi zabić Caine’a. A potem Sam strzelił do niej
swoim morderczym światłem i…
…i właśnie w tym momencie Diana mogła uciec. Chciała tego.
Czy to instynkt macierzyński kazał jej zostać z Gaią? Gaia, płonąc, naprawdę krzyczała,
przerażająco, boleśnie. Można było ją zranić. Tak, odniosła rany.
Tak, teraz Diana pomyślała, zrozpaczona, głodna i zmarznięta, że tak właśnie było. Co za
absurdalna myśl! Gaia powstała w jej ciele. Jajo i plemnik, Diana i Caine, historia stara jak
świat. A kiedy Gaia przyszła na świat, w bólu i krwi, Diana poczuła z nią związek. Było to
dobre uczucie. Krzepiące, bo wcześniej Diana nie była pewna, czy ono się pojawi. Nie była
pewna, czy jest do niego zdolna. Oznaczało ono, że Diana jest człowiekiem, że jest kobietą,
że potrafi poczuć coś do dziecka, które urodziła.
A więc mimo wszystko istniała dla niej jakaś nadzieja.
Jednocześnie czuła strach. Tuż po narodzinach Gaia była piękną dziewczynką. Bez wątpienia,
wkrótce odzyska urodę, kiedy wyleczy się z okropnych głębokich oparzeń, które zmieniły jej
skórę w coś przypominającego przypaloną lazanię. (Gaia zdawała się w ogóle tym nie
przejmować.) Ale Gaia nie była i nigdy nie będzie zwyczajnym dzieckiem, córką Diany i
Caine’a. Ponieważ w jej powstaniu uczestniczyła trzecia siła, ważniejsza niż jajo i plemnik.
Większa nawet od matczynej miłości.
Gaia została stworzona przez gaiaphage. Gaiaphage objął ją w posiadanie. Brutalnie zniszczył
wszelkie delikatne zalążki osobowości, którymi zostało obdarzone dziecko i zajął ich miejsce.
Diana widziała to i krzyczała, protestowała, lecz gaiaphage zupełnie się tym nie przejął. Nie
przejmował się nikim i niczym ani kiedy istniał pod postacią zielonej syczącej masy, rozlanej
na podłodze jaskini, ani teraz, pod postacią dziewczynki o spalonej skórze i włosach, które
właśnie zaczynały odrastać. W tym momencie dziewczynka wpatrywała się w ogień.
- Nemezis – wyszeptała, nie po raz pierwszy. Jakby przemawiała do przyjaciela.
Diana wiedziała, że córka nigdy jej nie pokocha. Jak mogła w ogóle na to liczyć? Marzyć o
tym? Idiotka. Może jednak…
Może co? Może co? Diana zaczęła drwić w duchu. Osądzała samą siebie równie bezlitośnie
jak innych. „Jakiej to idiotycznej nadziei czepiasz się, Diano? Wiesz, czym jest ta
dziewczynka. Wiesz, że tak naprawdę nie jest twoja. Wiesz, że nawet nie powinnaś nazywać
jej ona, lecz to.”
Ale była taka śliczna w blasku ognia. „Wyobraź sobie”, torturowała się w myślach Diana,
„wyobraź sobie, że to naprawdę tylko mała dziewczynka, twoja córka. Wyobraź sobie, jakim
byłaby cudem. Wyobraź sobie, co mogłabyś poczuć, gdyby ta piękna dziewczynka naprawdę
była twoim dzieckiem.
Twoim i jego.
Piękna doskonała dziewczynka…
Ciemna, przerażająca istota.
- To nie będzie bolało, Nemezis – powiedziała Gaia. Nie zwracała się do Diany.
Diana zastanawiała się, czy ponownie dopuści do tego, by zapanował nad nią ktoś zły.
Najpierw Caine, teraz Gaia? Czy bezsilny sarkazm to jedyny sposób, w jaki mogła się temu
przeciwstawić?
Podczas ciąży, krótszej niż to normalnie, wyobrażała sobie, jak to będzie zostać matką.
Lepszą matką niż jej własna. Wyobrażała sobie, że stanie się lepszą osobą. Powtarzała sobie,
że potrafi. Że nie musi na zawsze pozostać taka, jaką zawsze była, nie musi pozostać tym,
kim się stała.
Istniał dla niej ratunek.
- Zakończenie to najlepsza część każdej historii – wyszeptała Gaia. Rozmawiała z kimś, kto
dla Diany pozostawał niewidoczny. – Koniec.
Diana wyobrażała sobie, że jako matka dostąpi odkupienia, wybaczenia, że będzie jej dany
nowy początek.
Ale była matką potwora, który w ogóle o nią nie dbał.
- Zawsze podejmuję błędne decyzje – szepnęła sama do siebie, leżąc na ziemi i obejmując się
ciasno ramionami, by zapewnić sobie nieco ciepła.
- Co? – warknęła Gaia, spoglądając na nią.
- Ech – odparła Diana z westchnieniem. – Nic takiego.
Mały Pete robił się coraz mniejszy. W każdym razie takie odnosił wrażenie. Czuł się, jakby
się kurczył i chyba nie było to złe uczucie. Może nawet ulga. Życie zawsze było trudne i dziwne dla Petera Ellingsona. Od chwili, gdy się narodził, świat
atakował go hałasem, światłem i szorstkim dotykiem. Te wszystkie wrażenia, które inni
ludzie rozpoznawali i odpowiednio interpretowali, jemu przedstawiały się jako coś
przerażającego i przytłaczającego. Inni ludzie potrafili je filtrować. Inni ludzie potrafili
wyciszyć dźwięk, ale Pete nie potrafił. Nie wtedy, kiedy znajdował się w swoim ciele.
To ciało stanowiło prawdziwy problem. Poważny autyzm, który uczynił z niego kalekę,
znajdował się w jego ciele, w jego mózgu.
Poczuł prawdziwą ulgę, kiedy wyzwolił się z tego ciała i umysłu. Kiedy Astrid, jego siostra o
przenikliwych niebieskich oczach i żółtych wężowych włosach, skazała go na fizyczną
śmierć, poczuł się… wolny.
Pete stworzył sobie nowe miejsce, które nie było jego ciałem. Nosił swoją moc ze sobą, ale ta
moc popełniała okropne błędy. Teraz to widział. Zrozumiał, co zrobił Taylor. Nie mógł już
robić takich rzeczy, nie mógł bawić się abstrakcyjnymi kształtami, które w rzeczywistości
były bytami ludzkimi.
Teraz zanikał, niczym światło z tym specjalnym przełącznikiem. Mieli taki w jadalni, w
domu, w którym dorastał, tym, który spłonął. Ściemniacz, tak matka nazywała to urządzenie.
„Przykręć ściemniacz, będzie bardziej nastrojowo”.
Powoli, stopniowo, światło Pete’a ciemniało. Robił się nastrojowy.
Wcześniej był jak rozciągnięta gumka. Jeden koniec ktoś przywiązał do jego ciała, a drugi…
cóż, znajdował się w tym miejscu, w którym Pete teraz. Ale kiedy jego ciało znikło, gumka
zaczęła się kurczyć.
Nienajgorzej.
Widział Ciemność. Ciemność zaś mogła dosięgnąć tego miejsca, w którym przebywał. Stwór,
który nazywał siebie gaiaphage, również ciemniał, ale jednocześnie nabierał sił, miał ciało, w
którym mieszkał.
Czasami Pete nie mógł słuchać umysłu gaiaphege. Wiedział, że Ciemność go obserwuje.
Śmieje się z niego, podczas gdy on traci siły, ale jednocześnie odczuwa niepokój.
Tyle razy sięgała po niego swymi czółkami, zakradała się do niego, próbowała odszukać,
próbowała sprawić, by uwierzył w różne rzeczy, by robił różne rzeczy.
Ciemność chciała, żeby Pete zgasł. Kiedy Pete zniknie, zniknie również cała jego moc.
Ciemność szeptała do niego. „To nie boli, Nemezis. To po prostu się skończy, jak te
wszystkie historie, które czytała ci siostra. Pamiętasz, zawsze chciałeś, żeby już się
skończyły, bo jej głos, jej oczy i żółte włosy sprawiały ci ból?
Nie walcz, Nemezis.Zakończenie to najlepsza część każdej historii. Koniec.”
„I chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną”.
Orc nauczył się tego wersu na pamięć. Znaczył on tyle, że nie należy odczuwać strachu,
ponieważ Bóg jest przy tobie. Tyle zrozumiał. Ale kolejny wers, ten o kiju i lasce… Orc
domyślał się, że nie chodzi tu o laskę w sensie dziewczyny. A kij…
„Twój kij jest tym, co mnie pociesza”. Może to znaczyło, że Bóg przegania kijem złych ludzi,
by chronić tych dobrych?
O zachodzie słońca wspiął się na jeden ze szczytów Gór Totters, wysoko ponad Perdido
Beach. Kiedy zbliżał się do wierzchołka, który przecinała pośrodku bariera, pochylał się
coraz niżej. Bał się, by kontur jego sylwetki nie zarysował się na tle gwiazd. Pod sam koniec
czołgał się na brzuchu.
Nadal nie dało się dotknąć bariery, nic się nie zmieniło, nadal kąsała. Ale teraz wszystko było
przez nią widać. Jakby zrobiono ją z gładkiego szkła. Co znaczyło, że ludzie na zewnątrz
mogli również widzieć, co dzieje się w środku.
Ta myśl doprowadzała go do mdłości.
Wyjrzał zza kępy wysokiej trawy, pożółkłej, uschłej i kruchej.
Na wzgórzu tuż za barierą nie było nikogo, wszyscy zgromadzili się na dole, na autostradzie i
dokoła niej. Było tam niesamowicie jasno. Bar z hamburgerami wyglądał tak, jakby prąd nic
nie kosztował. Motele, tyle świateł. Jak na Gwiazdkę czy coś. Widział też światła
samochodów i przyczep kempingowych, tkwiących w gigantycznym korku, sięgającym aż po
horyzont. Wszędzie migały światła policyjnych wozów, drogówka próbowała zapanować nad
sytuacją. Problem polegał na tym, że autostrada dochodziła do samej bariery i nagle się
urywała. Za pomocą buldożerów zrobiono drogę objazdową, ale niewiele to pomogło:
samochody tłoczyły się na autostradzie i wzdłuż niej, po obu stronach. Czerwony strumień
tylnych świateł poruszał się bardzo powoli.
Tuż koło bariery stało kilka wielkich wozów, pokrytych antenami, spodkami satelit i
oszałamiająco jasnymi światłami. Kawałek dalej teren wyglądał jak jakaś baza wojskowa,
wcześniej Orc widział tam ludzi w zielonych mundurach i samochody terenowe.
A ponad tym wszystkim neon, czerwono-złoty, z odrobiną zieleni. Carl’s Jr. Orcowi ślina
napłynęła do ust. Frytki. Zrobiły wszystko dla porcji frytek i koktajlu czekoladowego.
Ze swojego miejsca nie widział dzieciaków po tej stronie bariery, ale wiedział, że tam są,
ponieważ docierały do niego ich głosy, krzyki, jakby nie mogły uwierzyć, że nikt po drugiej
stronie ich nie słyszy. Jakaś dziewczynka wołała piskliwym głosikiem:
- Mamusiu! Mamusiu!
Chyba wszyscy wierzyli, że to niedługo się skończy. Wszyscy sądzili, że bariera zniknie –
wcześniej, nie później. Caine, który nazywał siebie Królem Caine’em, kazał Orcowi
przekonać ich, by odeszli od bariery, wrócili do pracy, ponieważ w ETAP-ie nikt nigdy nie
najadał się do syta, a głód czyhał tuż obok, mógł zaatakować w każdej chwili.
Ale Orc, rzecz jasna, odmówił. Gdyby tam poszedł, znalazłby się pod ostrzałem kamer.
Ludzie zaczęliby krzyczeć: nie słyszałby ich, ale widział, widziałby ich usta, układające się w
wielkie O, i palce, wymierzone w jego stronę.
Orc zawsze był sporym chłopcem, ale teraz był naprawdę ogromny. Miał pewnie z metr
dziewięćdziesiąt, wszerz liczył prawie tyle samo – z ramionami przyciśniętymi do ciała. W
dodatku jego ciało wyglądało jak zrobione z czegoś w rodzaju mokrego żwiru czy betonu,
który nie zastygł do końca.
Był potworem.
Miał straszną chęć się napić. Gdyby schlał się naprawdę porządnie, może wtedy nabrałby
odwagi, by tam pójść, w ciemną dolinę. Ale na trzeźwo – nie, nie potrafił się na to zdobyć.
Może jego mama tam jest. O ile tata jeszcze jej nie zabił.
Próbował przywołać jej obraz w pamięci i udało mu się. Potem próbował przywołać jej obraz
bez sińca na policzku czy bez gipsowego opatrunku na nadgarstku, ale to mu się nie udało.
A ojciec… jego nie chciał przywoływać w pamięci, ale stało się to wbrew jego woli. I oto
obraz się pojawił: pijany, zimny i złośliwy, wbija spojrzenie w syna, czeka, aż Charles
Merriman, od dawna znany jako Orc, spuści głowę i odwróci wzrok. Upewnia się, że jego syn
czuje strach.
Tata lubił tę część zabawy, kiedy Orc rozpaczliwie usiłował zejść mu z drogi, ale on kazał mu
siadać obok siebie i odrabiać pracę domową. Sam pił w tym czasie piwo za piwem i rzucał
puszki na podłogę obok fotela, czekając na jakiś pretekst – byle jaki pretekst.
Ojciec trzeźwy był daleki i obojętny. Ojciec pijany zmieniał się w potwora.
Jak Orc, tyle że nie taki szpetny.
Orc zastanawiał się, czy jego ojciec wie, że mógłby podejść do bariery i popatrzeć na swojego
syna. I co by powiedział, gdyby go teraz zobaczył? Czy wydałby z siebie to charakterystyczne
prychnięcie, które miało oznaczać „Jesteś do niczego”.
Gdyby tak się stało…
Jego ojciec był potężnym mężczyzną. Ale Orc był teraz większy i dorównywał mu siłą.
Mógłby go złamać jak suchy patyk. Jednym grubym kamiennym palcem Orc dotknął niewielkiego miejsca, w którym zachowała
się ludzka skóra, tuż koło ust. Swędziało.
Jeśli bariera zniknie, wszyscy zobaczą go w ostrych telewizyjnych światłach. Wcześniej czy
później również jego ojciec. Orc był pewien, że jeśli jeszcze kiedyś go spotka, zabije go.
To śmierć czyniła dolinę ciemną. Zło. Bóg powinien pospieszyć się ze swoim kijem, jeśli
chce je powstrzymać.
- Nie dopuść do tego, Panie – modlił się. – Wiem, że te wszystkie dzieciaki chcą do mamy i
tak dalej. Ale proszę, Boże, nie pozwól, żeby bariera znikła.
Sam wreszcie zasnął, twarzą w pościeli, nagi, lekko odwrócony plecami do Astrid.
W pomieszczeniu paliło się światło. Sam Temple, bohater w oczach większości mieszkańców
ETAP-u, zawsze trochę bał się ciemności. I dlatego stworzył sobie nocną lampkę.
Nie było to zwykle światło: mała kulka, nie większa niż szklana kulka do gry. Unosiła się w
powietrzu, w kącie nad koją. Astrid przykleiła do ściany kawałek czerwonego papieru, by
złagodzić dziwaczny zielony blask, ale taśma zaczęła się odklejać i prowizoryczny klosz nie
przysłaniał światła przez cały czas, wirował przy najlżejszym podmuchu, przesuwał się pod
wpływem ruchów łodzi.
Kiedy światło przybierało na sile, ukazywały się w nim fragmenty ciała Sama: szerokie plecy,
skrawek okrągłego bladego pośladka, muskularne udo, przecięte ostrym cieniem. Kiedy
światło słabło, stawał się niemal niewidzialny, o jego obecności świadczyły tylko oddech,
zapach i ciepło.
Powinna go przykryć. Naprawdę powinna. Za chwilę zmarznie, obudzi się i zobaczy, że ona
nie śpi. To go zmartwi.
Ale jeszcze nie.
Próbowała czytać w niepewnym świetle. To była książka z dziedziny prawa, dzięki niej
Astrid przekonała się, że nigdy nie zostanie prawnikiem, że nawet nie zamierza próbować.
Mogła czytać książki właściwie na każdy temat, ale ta była niesamowicie nudna i nie mogła
konkurować widokiem Sama.
Mój Boże. Czuła się szczęśliwa.
To była absurdalna myśl. Niemal zbrodnia. Rzeczywistość przypominała koszmar, ale ten
koszmar trwał już od długiego czasu. Koszmar stał się nową normą.
Jeśli bariera rzeczywiście zniknie… jeśli to naprawdę koniec gry… Mieli piętnaście lat. Tam,
na zewnątrz, nie mieli prawa być razem. Przeszli przez piekło. Całą serię piekieł. I nadal byli razem. Ale w obliczu prawa to nie będzie
miało znaczenia. Jej rodzice, jego matka – wystarczy, że pstrykną palcami, by zniszczyć,
wszystko to, co oni we dwoje zbudowali.
Nie po raz pierwszy Astrid pomyślała, że może uwolnienie z ETAP-u wcale nie będzie
oznaczało dla nich prawdziwego wyzwolenia.

Jak Wam się podoba? Wesoly


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
DarJad
Super Silny
Super Silny


Dołączył: 08 Cze 2012
Posty: 302
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wonderland

PostWysłany: Wto 19:34, 28 Maj 2013    Temat postu:

Czytałam właśnie na Jaguarze . Jest...no, jest super, tylko gdzie jest Brianna? Gdzie jest Dekka? Gdzie jest Brekka(wymyśliłam nowy parring)?Gdzie jest Lana, Edilio, Quinn no i oczywiście Drake <3? A zakończenie jest takie...patetyczne, ot co. Ale fragment z Orcem fajny, fajny...

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez DarJad dnia Wto 19:36, 28 Maj 2013, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sophie
Przenikacz
Przenikacz


Dołączył: 31 Gru 2010
Posty: 261
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 19:41, 28 Maj 2013    Temat postu:

Ja nie czytam, bo zwariuję. Wesoly Nie mogę się doczekać! <3 Oby wydali o czasie i od razu mi wysłali. :3

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
DarJad
Super Silny
Super Silny


Dołączył: 08 Cze 2012
Posty: 302
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wonderland

PostWysłany: Wto 19:48, 28 Maj 2013    Temat postu:

Wrzuciłaś i nie przeczytałaś? Łał. Podziwiam twoją silną wolę. Ja bym nie wytzymała Wesoly:

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caine'owata
Telekinetyk
Telekinetyk


Dołączył: 20 Lip 2012
Posty: 909
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Coates
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 7:12, 29 Maj 2013    Temat postu:

Ten o Dianie to już czytałam i liczyłam, że będzie Caine. Tak ogólnie jak zawsze świetne! Wesoly

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sophie
Przenikacz
Przenikacz


Dołączył: 31 Gru 2010
Posty: 261
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 15:03, 29 Maj 2013    Temat postu:

DarJad napisał:
Wrzuciłaś i nie przeczytałaś? Łał. Podziwiam twoją silną wolę. Ja bym nie wytzymała Wesoly:


Pierwsze dwa zdania i ostatnie przeczytałam wklejając.
Hahaha jakoś daję radę. :3


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caine'owata
Telekinetyk
Telekinetyk


Dołączył: 20 Lip 2012
Posty: 909
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Coates
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 12:23, 30 Maj 2013    Temat postu:

Ja już znalazłam w tym fragmencie błędy. Smutny Szkoda, że tak zmieniają tłumaczy.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
DarJad
Super Silny
Super Silny


Dołączył: 08 Cze 2012
Posty: 302
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wonderland

PostWysłany: Czw 14:55, 30 Maj 2013    Temat postu:

Caine'owata to jest sprzed korekty Wesoly

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caine'owata
Telekinetyk
Telekinetyk


Dołączył: 20 Lip 2012
Posty: 909
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Coates
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 16:44, 30 Maj 2013    Temat postu:

Chodzi mi też o zdania, które są ułożone głupio. Wesoly No nie. Jak to tak można napisać Ellingson albo gaiaphege...

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caine'owata dnia Czw 17:51, 30 Maj 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Edilio
Odczytywacz
Odczytywacz


Dołączył: 09 Gru 2011
Posty: 176
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 18:27, 30 Maj 2013    Temat postu:

Świetne! Tylko szkoda, że nie ma nic o Ediliu, albo Lanie. Ale zapowiada się naprawdę świetnie. Już się doczekać nie mogę ! ; D Ale to Ellingson aż kuje w oczy.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caine'owata
Telekinetyk
Telekinetyk


Dołączył: 20 Lip 2012
Posty: 909
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Coates
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 20:20, 30 Maj 2013    Temat postu:

No dokładnie, bo Orc nie bardzo mnie interesuje. Jestem ciekawa fragmentów z Cainem, Drakiem, Ediliem, Dekką, Brianną, Jackiem itd. Mruga Jeszcze 20 dni, jeśli 19 wyjdzie. Wesoly

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caine'owata dnia Czw 20:25, 30 Maj 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sveniie
Kameleon
Kameleon


Dołączył: 21 Kwi 2013
Posty: 76
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Szczecin
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 22:06, 31 Maj 2013    Temat postu:

A ja też nie czytam.
Wolę poczytać jako książkę, będzie lepszy efekt. D:


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
grackowaty
Bez mocy
Bez mocy


Dołączył: 30 Lip 2013
Posty: 45
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 19:04, 26 Sie 2013    Temat postu:

Super rozdział.

Na końcu zdania są kropki, a tak przy okazji, to 3 słowa w poście. h.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum GONE Strona Główna -> Faza szósta: Światło Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Emule.
Regulamin