Forum Forum GONE Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Rozdział IV
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum GONE Strona Główna -> GONE - to tylko ETAP / Archiwum 3.
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Loki
Super Moderator
<b>Super Moderator</b>


Dołączył: 26 Maj 2010
Posty: 2001
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gdańsk
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 23:48, 29 Mar 2012    Temat postu:

[wybrzeże]

-Hej, patrzcie! - Dag triumfalnie wyłowił elegancką teczuszkę z czarnej skóry.
-Dawaj to tu - warknęła Kai wyciągając rękę. Przedmiot poszybował w powietrzu. Złapała zręcznie i powoli wyjmowała wszystkie przedmioty, oglądała, po czym chowała z powrotem te użyteczne. Reszta lądowała za burtą niewielkiej 'pożyczonej' łódeczki. Kilku, lekko już podchmielonych, towarzyszy Kaisie, odzianych w kamizelki ratunkowe, dmuchane rękawki albo gumowe krokodyle wyławiało z wody to co się tylko dało.
Kaisie nie mogła przegapić takiej okazji - wspólna przygoda dla zacieśnienia więzów, odkrycie pochodzenia tajemniczego rozbłysku oraz tej wstęgi dymu, a jednocześnie możliwość zaimponowania dzieciakom z obozu Chrisa swoich możliwości. O ile znajdzie się coś cennego. Cenniejszego niż kubańskie cygara czy przemoczony kalendarz Pirelli.
Na samym dnie teczki znalazła niewielki pistolecik. Włożyła go za pasek.
-Kończcie to, ruchy panowie i panie! Zbieramy się!
-I tak nie ma tu nic cennego - dodała ciszej.
-Byłoby szybciej, gdybyś nam pomogła Cukrowa Panienko - wyszczerzył się Rag, wdrapując się do łodzi.
-Nie mogę z tym pływać - wyjaśniła łagodnie, demonstrując bandaż w zgięciu łokcia. Skrywał wgniecioną skórę i zmiażdżone mięśnie. Mała szczęście, że żadne kość nie pękła.
-Co mu powiedziałaś? - spytał Dagger ledwo słyszanym szeptem.
-Że ślepy jest zbyt słaby. Że nie przeżyje jednego dnia, jeśli nie ogłosi mnie swoim zastępcą.
-Auć! Nic dziwnego, że się wkurzył - chłopak wybuchnął śmiechem, zarabiając tym na nagłą kąpiel w czerwonej od krwi słonej wodzie.
Było ich siedmioro. Dwie dziewczyny, pięciu chłopców. Dobili do brzegu. Otworzyli pojemniki którym Kaisie nie dała rady. Zawierały głównie części zapasowe. Z wartościowszych rzeczy wyłowili dwa spadochrony, kilka rac, wodoodporne czołówki, poduszkę, oraz stu-sztukowe opakowanie papierowych kubeczków do kawy.
-Co dalej? - spytał ktoś ze śmiechem.
-Słuchamy, szefie - uśmiechnął się Dag, przymierzając okulary, których szkła umarły śmiercią tragiczną.
Kai przyjrzała się smudze dymu i kurzu.
-Samolot był rozpędzony. Musiał pokonać jeszcze kawałek w stronę Perdido Beach. Fale znoszą je tutaj, ale najlepsze fanty muszę być właśnie tam.
-Perdido Beach - wykrzywiła się dziewczyna rozpoczynając krótką serię wulgaryzmów pod adresem owego miejsca.
-Hej, hej! Mamy szansę okroić frajerów z Perdido - uśmiechnęła się Kai, biorąc znaleziony pistolet w dłoń - Nawet się nie zorientują!


Wrak spoczywał na południowym krańcu plaży, więc nie musieli długo iść. Z każdą chwilą znajdywali coraz to ciekawsze pakunki. Więcej rac. Dmuchane pontony. Resztki pokładowej toalety. Szczątki samolotu oblegały tłumy gapiów zgromadzone przy jego przodzie skierowanym w stronę lądu. Kadłub w miejscu przecięcia znajdował się już w wodzie.
Zaraz, zaraz... Jak to przecięty?!
Kaisie ściągnęła bluzkę na dół, zakrywając materiałem wystającą broń.
-Jedziemy - szepnęła.
Banda z CA przyspieszyła kroku.
-Odsuńcie się!
-To może wybuchnąć!
-Uwaga! Nie podchodźcie bliżej!
-Trzeba sprawdzić czy jest bezpieczny!
Gapie posłusznie odsuwali się kilka metrów do tyłu. Kaisie i Dagger mogli spokojnie wślizgnąć się do środka wybitym oknem.
-Jak po dobrej imprezie - mruknął, po czym szybkimi, wynikającymi w doświadczenia, płynnymi ruchami, przeszukiwał każdą szufladę, każdy schowek, każdy skrawek podłogi. Kai skierowała się do kabiny pasażerów. Ktoś tam był - przyglądał się równo przyciętej blasze w głębokim zamyśleniu. Zauważył ją dopiero, gdy była dwa metry od niego - było już za późno.
-Jeżeli już raz cię zahipnotyzowałam, to zrobienie tego drugi raz jest kwestią sekundy - wyjaśniła z uśmiechem na ustach. James pokiwał głową - w sumie nie miał wyjścia, musiał to zrobić. Kai odebrała mu broń.
-Później mnie uleczysz. Idziemy. Chociaż ty będziesz przydatny Chrisowi - szarpnęła go za rudą czuprynę, prowadząc przed sobą -Sprawdzimy luk bagażowy i spadamy.
Spotkała Daga w drzwiach do kabiny pilotów.
-Musisz to zobaczyć - westchnął, machając jej jakimiś papierami w foliowej teczce. Zdołała przeczytać napis.
-Projekt Kasandra?
-Nie to! - machnął ręką i otworzył mały schowek przy automacie z kawą.
W środku była bomba.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Loki dnia Pią 11:05, 30 Mar 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Cukierkowa
Gyrokinetyk
Gyrokinetyk


Dołączył: 26 Kwi 2011
Posty: 622
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 13:35, 30 Mar 2012    Temat postu:

[PB]
Angela powoli szła w stronę plaży. Coś walnęło.
Ludzie, co to było?
Na plaży było już sporo osób. Ale nikt nie podchodził za blisko.
Chociaż...
Kawałek dalej, w tym czymś dało się zauważyć grupę ludzi.
Uzdrowiciel.
-Jezu... - powiedziała sama do siebie Angela.
Angela zauważyła Cassandrę.
-Ej, tam ktoś jest. To chyba Uzdrowiciel, ale jest tam jeszcze parę osób.
Trzynastolatka odeszła w stronę morza. Myślała, że może znajdzie jeszcze coś przydatnego.
Ale właściwie nie było tam nic ciekawego.
To nie ma sensu.
Angela popatrzyła na barierę.
Żadnego sensu.
Samolot był równo przecięty.
Jak?
Angela usiadła na piasku. Myślała co teraz.
Teraz powinny coś zrobić Cassandra i Nicole. Podobno one tu rządzą.
Angela odeszła w przeciwnym kierunku niż wszyscy. W stronę miasta.
Po co przejmować się takim czymś? Ale nagle ją olśniło.
Jeśli samolot się przebił to może...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gaia
Elektrokinetyk
Elektrokinetyk


Dołączył: 10 Maj 2011
Posty: 1117
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 22 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 21:09, 01 Kwi 2012    Temat postu:

[Wyspa]


Felice warknęła z frustracją, gdy wyspą wstrząsnął potężny grzmot, a rudy ogon wiewiórki natychmiast zniknął w krzakach. Oblizała ze złością wargi, po czym wyszła ze swojej kryjówki.
W blasku zachodzącego słońca poruszała się na cicho i zwinnie, starając się nie następować na gałązki. Mimo zapadającego w lesie zmroku widziała doskonale- cóż może oświetlać drogę lepiej od jarzących się złotych oczu?
Po kilku chwilach dotarła na plażę i przyjrzała się wykwitającej nad Perdido Beach chmurze dymu. Widziała w oddali zarys czegoś dużego, kształtem podejrzanie przypominającego kadłub samolotu. Wokół tłoczyły się sylwetki dzieci, a Felice zaczęła się mimowolnie zastanawiać się nad obecnością Jamesa.
Czy stoi tam, obojętny jak zawsze?
Czy błądzi ulicami, myśląc o niej?
Może wrócił do Chrisa...a może je chleb z miodem.
Dziewczyna potrząsnęła gwałtownie głową, wyrzucając z niej zbędne myśli, które mogły jej tylko zaszkodzić. Wykonując ten gest, ujrzała w wodzie swoje odbicie.
Ostrożnie, na zgiętych nogach, podeszła bliżej.
Twarz, którą ujrzała, w niczym nie przypominała tej z przed tygodnia. Wyglądała jak wrak obłąkanej leśnej wróżki.
Rude włosy były suche i potargane, pełne liści i innych ściółkowych pamiątek. Kły nadawały jej rysom dzikości, a świecące oczy przywodziły na myśl postać z horroru.
Felice zacisnęła pięści, przebijając swoją skórę ostrymi paznokciami.
To wszystko przez ciebie, Saturnie, pomyślała. Kiedyś mi za to zapłacisz.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Gaia dnia Czw 22:33, 03 Maj 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Cukierkowa
Gyrokinetyk
Gyrokinetyk


Dołączył: 26 Kwi 2011
Posty: 622
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 13:15, 23 Kwi 2012    Temat postu:

[PB]
Dla Angeli to było za dużo.
Ludzie stali koło samolotu i się gapili. Niektórzy podchodzili i brali jakieś rzeczy. Niektórzy wyławiali z wody pożyteczne przedmioty.
Ale dla Angeli to nie miało sensu.
Czuła jakby jej życie dotąd spokojne zwaliło jej się na głowę. Jej brat gdzieś zniknął, może ze swoją chorą dziewczyną. Jej przyjaciółka i jej brat też gdzieś poszli.
Była sama. Nikt nie mógł jej pocieszyć.
Całkiem możliwe, że niedługo zabraknie jedzenia. Możliwe, bo ludzie już chodzą głodni.
Ale to bez sensu.
Angela miała dość ETAP-u. Miała dość jakichś chorych problemów. Miała dość samolotów przebijających się przez kopułę.
Muszę iść. Dłużej tu nie wytrzymam.
I poszła do domu. Był zamknięty na wszystkie zamki i nikt jeszcze nie zdołał się tam włamać.
Angela wzięła szybki prysznic i przebrała się. Złapała torbę i zaczęła się pakować.
Jedzenie, woda... Znalazła scyzoryk. Pistolet z którego i tak nie umiała strzelać. W razie czego może szybko się przenieść.
W garażu stał samochód. W domu znalazła kluczyki. Nie umiała nim jeździć, ale samochodem jedzie się szybciej.
W końcu trafiła na autostradę. Jeszcze kawał drogi.
Jechała przed siebie, prosto.
Dość wolno, bo nie potrafiła jeździć samochodem.
Ale w każdym razie jechała.
Otworzyła okno.
Do Stefano Ray czeka mnie długa droga.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sheva
Przenikacz
Przenikacz


Dołączył: 18 Mar 2012
Posty: 251
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 22:59, 30 Kwi 2012    Temat postu:

[Park Stefano Ray]

Światła prześwitujące przez liście chroniących go drzew malowały cienie na jego spokojnej twarzy.
Chwila wytchnienia wśród szumu rzeki i trawy targanej wiatrem.
Fade odetchnął. Ile czasu jest już w drodze? Jak daleko od domu był?
Zajrzał do torby, jeszcze niedawno wypchanej jedzeniem.
Teraz był tam jedynie na wpół zjedzony słoik dżemu wiśniowego,
tubka ze słodkim mleczkiem skondensowanym "na czarną godzinę" i trochę bekonu. Za mało białka.
Mało pożywne, ale musiało mu starczyć. Był odporny na głód- nigdy nie jadł za dużo. Miał wstręt do jedzenia,
a każdy rodzinny posiłek był męczarnią.

Słońce sięgało zenitu, gdy poczuł ścisk w żołądku. Wiedział co to oznacza.
Upewnił się, że dookoła nikogo nie ma. Pustka, cisza. Samotność. Odpowiadało mu to.
Oparł się o pień drzewa i oddał metamorfozie. Fascynowała go.
Obserwował jak nogi i dłonie stają się smuklejsze, ramiona zwężają się,
a klatka piersiowa uwypukla. Znowu był Cassidy.
Słabą dziewczynką.
Cassidy napełniła butelkę po wodzie mineralnej wodą z rzeki- zastanawiała się czy jest napromieniowana.
Mimo wszelkich uprzedzeń chciwie wypiła lodowaty płyn.
Cudownie chłodzący. Cudownie kojący. Jak sen, który zalał ją miodem snów.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Sheva dnia Pon 23:04, 30 Kwi 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Loki
Super Moderator
<b>Super Moderator</b>


Dołączył: 26 Maj 2010
Posty: 2001
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gdańsk
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 23:20, 30 Kwi 2012    Temat postu:

[PB]

-Streszczaj się Dag... - warknęła w stronę niespokojnej tafli oceanu. Aby dostać się do luku bagażowego trzeba było zanurkować. Oczywiście Kaisie nie miała ochoty na kąpiel, więc bez oporów wrzuciła kolegę do wody. Dosłownie.
-Dobrze, że chociaż ty jesteś posłuszny - uśmiechnęła się szeroko, mierzwiąc czuprynę Jamesowi. Ten właśnie kończył leczyć jej ramię. Tak, ten prezent zdecydowanie spodoba się Chrisowi.
Lepiej żeby się spodobał.

Kai zaczęła się zastanawiać, jak się miewa jej armia w elektrowni. Nie miała pojęcia, jak długo ofiara pozostaje w stanie hipnozy. Przypadek Jamesa pokazywał, że niezbyt długo. Więc dlaczego Blake nadal nie wykonał żadnego ruchu? Przecież minęło już kilka dni...
W tym momencie Dagger dosłownie wyskoczył spod wody, krztusząc się, dławiąc i rzucając Kai linę. Zręcznie ją chwyciła, po czym kazała Jamesowi wciągnąć Daga na pokład.
-Czyli jednak coś tam było - zagadnęła pogodnie.
-Wciągaj - wymruczał tamten, podnosząc się z podłogi. Po kilku minutach paczka już stała na dnie kadłuba - była wysoka i szeroka na jakieś pół metra. Potwornie ciężka, cała w naklejkach "ATTENTION!" i jaskrawych taśmach.
-Tu musi być coś interesującego - Kai aż zatarła ręce z podekscytowania - Po prostu MUSI. Otwórz to. - poprosiła słodkim głosikiem.
Jakieś pół godziny zmagań z łomem potem wieko skrzyni odskoczyło z łoskotem. Kai natychmiast zaczęła wydobywać z niej niezliczone ilości pianek zabezpieczających, by odkryć niewielką paczuszkę niemalże na dnie.
-Nie wygląda imponująco... - mruknął Dag, ale dziewczyna go zignorowała. Rozerwała papier i wyjęła... rękawiczkę.
W sumie było ich sześć. Miały cielistą barwę, usztywnienia w miejscu zgięć, a po wewnętrznej stronie ciągnęły się cienkie jak niteczki odwody. Kai przymierzyła parę- delikatny materiał dopasował się do kształtu jej dłoni.
- Ładna - uśmiechnęła się sztucznie - Chris na pewno będzie zachwycony. Wygląda na entuzjastę mody.
Dag zaśmiewał się cicho. Już miała wyładować swoją złość na nim, gdy jej wzrok przykuł ruch za jego plecami.
-Uwaga! - wrzasnęła, wskakując między podarte, nadpalone siedzenia. Dag nie miał tyle szczęścia - James, który nie wiedzieć czemu sam się ocknął, postrzelił go w bok, tuż pod pachą. Słysząc jęk przyjaciela, Kai nieostrożnie wychyliła się zza czegoś, co kiedyś było oparciem fotela. Niemal natychmiast lufa wycelował w jej głowę.
KLIK
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko, wychodząc za siedzenia. James schował za pas bezużyteczną, nienaładowaną broń i rzucił się do ucieczki. Bez wahania rzuciła się za nim.
Wyskakując z samolotu napotkała resztę towarzyszy od Chrisa. Sapiąc kazała im zająć się Daggerem, samemu biegnąc za uciekinierem.
I masz moje słowo, że jak cię dorwę, każę ci się samemu tak postrzelić, tylko z nieco czulsze miejsce.
Kaisie wskoczyła na niewielką górkę - akurat po to, by zobaczyć Jamesa wskakującego na motorówkę, zacumowaną do niewielkiego molo.
-I tak nie uciekniesz! - wydarła się, zbiegając z góry.
Wtem potknęła się o jakiś złośliwy korzeń, stoczyła z efektownymi saltami i przewrotami, kończąc z twarzą w kupie piachu.
Nim się ocknęła, skuter zniknął. Przeklęła siarczyście. Przy tej samej przystani był jeszcze jeden pojazd. Wypłynęła kawałek od brzegu. Nigdzie nie była ani śladu Jamesa.
Może za mocno uderzyłam głową w piasek...
I wtedy zobaczyła jakiś cień. Niewielki kształt na tle jednej z przybrzeżnych wysepek. To na tę wyspę obrała kurs.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Nefistof
Bez mocy
Bez mocy


Dołączył: 27 Mar 2012
Posty: 31
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 11:44, 01 Maj 2012    Temat postu:

[Drewniana chata 2 km od Perdido przy obrzeżach pustyni]

Anthony bezcelowo chodził po chatce. Zamieszkał tu właściwie niedawno, gdyż był zmęczony zgiełkiem miasta. Nie miał tu wielu rzeczy. Nie były mu potrzebne.
Zastanawiał się, co teraz pocznie. Co zrobi. W Perdido nikt nie wie, że ma moc. I jaką ma moc.
- Mniejsza. Za dużo myślę. Lepiej się przejdę.
Wyszedł z budynku i zaczerpnął tchu. Tego mu było potrzeba. W chacie było strasznie duszno, w przeciwieństwie do małego ogrodziku za chatą.
Dopiero po chwili zauważył, a raczej poczuł coś dziwnego. Powietrze było bardziej czyste. Łatwiej się oddychało.
Z nadzieją szybko się rozglądnął. Nie zauważył nikogo.
- Ech, pewnie ETAP tak łatwo się nie skończy. Marne nadzieje.
Już miał wrócić do domku, gdy zatrzymał się. Coś przykuło jego wzrok na pustyni. Przyjrzał się bardziej. I to co zobaczył, go przeraziło.
Dzieciak, co najwyżej 12 lat, otoczony przez watahę kojotów. Byli co najmniej 500 metrów od niego, więc mógł się pomylić co do wieku dzieciaka.
Dzieciak miał marne szanse na przeżycie. Ale Shelby raczej powinien mu pomóc. I wtedy cały plan, który wymyślał w biegu spalił na panewce, gdy dzieciak do niego krzyknął
- Pomocy! Hej! Pomocy!
Kojoty spojrzały się w stronę, gdzie słowa były kierowane.
Zauważyły go.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gaia
Elektrokinetyk
Elektrokinetyk


Dołączył: 10 Maj 2011
Posty: 1117
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 22 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 22:32, 03 Maj 2012    Temat postu:

[Wyspa]

Felice siedziała po turecku na brzegu i rysowała palcami po piasku, gdy ujrzała na horyzoncie ciemną plamkę. Pochyliła się do przodu, starając się wysilić wzrok, ale nie była w stanie ustalić kształtu ani rozmiaru zbliżającego się obiektu. Wzruszyła ramionami, po czym postanowiła dokończyć portret piaskowego chłopca w okularach.
Poczekam.

Niecałe dwadzieścia minut później niewyraźne coś w oddali stało się bardzo wyraźną motorówką pędzącą w stronę wyspy, a jakby tego było mało, niewiele dalej pojawiło się drugie coś, podejrzanie przypominające skuter. Felice podniosła się ze spokojem i otrzepała dłonie. Przyjrzała się swemu dziełu i choć wiedziała, że głupotą jest zostawianie po sobie tak oczywistego śladu, zdecydowała go nie zacierać. Obróciła się na pięcie, wzięła rozpęd i kilkoma zwinnymi skokami wspomaganymi ostrymi paznokciami zdobyła idealny punkt obserwacyjny na wysokim drzewie na skraju rzadkiego lasku.

Kiedy pierwsza z łodzi niezgrabnie przybiła do brzegu, niebo nad wyspą znaczyły już pierwsze pomarańczowo-czerwone smugi zachodu słońca. Fel upewniła się, że z ziemi jest absolutnie niewidoczna, po czym zacisnęła ręce na konarach drzewa, w każdej chwili gotowa atakować lub uciekać. Albo mdleć ze zdziwienia, bo postacią, która wyszła z motorówki, okazał się być James.
Dziewczyna wychyliła się nieco zza listowia, ale o pomyłce nie było mowy- nikt inny nie miał tak płomienistej czupryny. Z trudem powstrzymała się przed zeskoczeniem na ziemię i chwyceniem go w ramiona. Wstrzymała oddech, gdy przebiegł pod nią i skierował się w głąb wyspy, nie zauważywszy swojej twarzy na piasku.
Zaledwie pięć minut później usłyszała wściekły warkot skutera i na plaży pojawiła się ciemnowłosa, klnąca sylwetka. Felice potrzebowała kilku chwil, by ją rozpoznać- gdy to się stało, poczuła, jak wzbiera się w niej złość.
Co ona tu robi? Dlaczego przypłynęła za Jamesem? Chce go skrzywdzić?
W przeciwieństwie do Uzdrowiciela, Kaisie nie spieszyła się tak bardzo. Widok motorówki uspokoił ją, a na jej twarzy zamajaczyła satysfakcja. Fel gorączkowo rozważała różne opcje, gdy przybyszka dostrzegła portret na brzegu. Wyglądała na zdezorientowaną, ale od razu zaczęła zachowywać się czujniej. Powolnym krokiem skierowała się w kierunku drzew.
Felice zacisnęła usta, zdając się na instynkt ukrytego w niej łowcy.
W następnej chwili lądowała już na zgiętych nogach, a kolejnej siedziała okrakiem na Kai, przygważdżając jej nadgarstki do podłoża. Nie mogła się wahać: nie wiedziała, jak silna jest przeciwniczka. Zanim Kaisie zdążyła zareagować, rudowłosa wbiła zęby w jej szyję, uwalniając od dawna więziony jad.
-A teraz radzę ci się szybko wytłumaczyć- syknęła jej do ucha- bo zostało ci tylko kilka minut życia.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Gaia dnia Czw 22:33, 03 Maj 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Vringi
Game Master
Game Master


Dołączył: 01 Cze 2010
Posty: 452
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 2/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 23:42, 08 Maj 2012    Temat postu:

[Wyspa]
James White obserwował zza skarpy jak Felice gryzie Kaisie.
Jakoś mnie to specjalnie nie zasmuciło.
Więc problem hipnotyzerki był chwilowo zakończony. Jedyną przeszkodę stanowiło wydostanie się z tej wyspy.
Dziewczyny stały blisko brzegu, nieopodal dwóch łodzi.
Gdzieś tu powinna być ta trzecia. Ta, którą przypłynęła Felice.
Zaczął się skradać, cały czas wypatrując motorówki, kajaku czy czegokolwiek czym mógłby odpłynąć.
Jest!
Dotarł do łodzi biegnąc po plaży. Po drodze potknął się i potoczył się w dół, tym samym pokonując ostatni odcinek drogi.
Wskoczył do łodzi i dopadł steru. Obliczał w myślach swoje położenie i kierunek jaki powinien przyjąć.
I coś go tknęło.
- Kiedyś zrozumiesz.
I wtedy upadł na kolana wyjąc żałośnie. Zasłonił twarz dłońmi, zalewając się łzami goryczy.
Jestem takim tchórzem.
Uciekałem przed bólem. Chowałem głowę w piach niczym struś. Nic więcej.
Nadal nie rozumiem. Nigdy nie zrozumiem.
Bo się nie rozumiemy.
Więc dlaczego to tak boli?

Ujrzał wypływający z czaszki mózg kojota.
- Tak. Tylko zwykły mord wypełni mą duszę radością. - odsunął dłonie od twarzy, skupiając na nich wzrok. - Mord.
Pod nadgarstkami widniał szereg ledwo widocznych nacięć. ślady po starej brzytwie wuja. Miał wtedy 10 lat.
Dotknął szyi w miejscu, w którym zacisnęła się kiedyś pętla sznura. Wygryzionego przez szczury sznura. Pomimo tego, że nie pozostał po tym żaden ślad, wyczuwał opuszkami palców miejsce w którym zacisnęła się pętla.
A wszystko dlatego, że zrozumiał jak wielkim jest tchórzem. Bał się spojrzeć na dziewczynę, którą kocha, ponieważ nie chciał być znowu odtrącony. Tak, jak odtrącili go właśni rodzice. Na domiar złego obawiał się tego, że zamiast ujrzeć jego prawdziwe ja zobaczy Jamesa, chłopca którego dotyk leczy. Nie psychopatę cieszącego się ze śmierci.
Bo jak niby zareaguje na zwykłego Uzdrowiciela?
Spróbuje go nie urazić? Będzie chciała go pocieszyć?
A on z obrzydzenia do samego siebie nie będzie mógł spojrzeć jej w twarz.
Mogę spełnić twoje życzenie
Rozejrzał się nerwowo wokół usłyszawszy w głowie upiorny głos. Dźwięk podobny do mieszającego się żwiru i klekotu miliardów żuków.
Upiorny.
- Moje... życzenie?
Tak. Dam ci ukojenie i spokój. Otrzymasz to, czego pragniesz. Tylko spełnij moje życzenie.
Nawet nie zauważył kiedy to uznał słowa głosu za oczywistą prawdę. Przecież on mnie nie zawiedzie, pomyślał.
- Czego pragniesz? Dam ci to.
Twojej śmierci. Śmierci jedynego który ma moc dawania życia innym.
James ciężko wypuścił powietrze, uświadamiając sobie, że ma do czynienia z Ciemnością, o której wspominał ranny kojot.
- Niechaj się tak stanie.
Podniósł z podłogi butelkę i przyjrzał się jej etykiecie. Okulary zgubił po drodze, więc był to nie lada wyczyn.
Zawartość buteleczki okazała się trutką na szczury.
Odkręcił zakrętkę i przyłożył szyjkę do ust.
Nie zrozumiem.

Gaiu, Loki, wybaczcie, że kazałem wam tyle czekać na tego posta. Od was teraz zależy jak to się potoczy dalej...

Przecinki przed "że" i "który", Dominiku. Wybaczam. Zastanowię się, co zrobi dziewczyna, którą kocha.
G.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Loki
Super Moderator
<b>Super Moderator</b>


Dołączył: 26 Maj 2010
Posty: 2001
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gdańsk
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 20:33, 10 Maj 2012    Temat postu:

[wyspa jadowitych potworków]

Z początku cała ta sytuacja nawet jej się podobała - Felice napierająca na nią swym ciałem, gryząca po szyi, szepcząca do uszka... Dopiero po chwili dotarł do niej sens tych słów.
Błyskawicznie wyszarpała się z uścisku, złapała Fel za rudą czuprynę i z całej siły skoncentrowała całą swoją moc.
–Natychmiast to odwróć! Natychmiast! – wychrypiała.
Pomimo, że patrzyła jej prosto w oczy (a może raczej ślepia?), a tamta była całkowicie spokojna (po co ma się męczyć, skoro trzyma mnie w szachu…) to nie wywołało to żadnego efektu, ba! Kai nawet nie poczuła, że jej moc działa.
To przez jad?
Głowa groteskowo opadła jej na lewe ramię – mięśnie w miejscu ukąszenia zwiotczały i gwałtownie osłabły. Felice miała poważną minę, ale w jej ocz… ślepiach widać było kpinę.
Czyżby ta dziwaczna moc uodporniła cię na hipnozę? Nieee, przecież na zwierzęta to też działa – biedne gołębie z Coates. A przecież… kontakt z Jamesem też się zerwał.
Rękawice.

Już wiedziała, co robić.
-Co ci da moja śmierć? Zyskasz tylko trochę łykowatego mięsa, pewnie kompletnie przesiąkniętego alkoholem. Albo nikotyną. I zostaniesz sama. Bo James nie wpadnie Ci w ramiona, nie łudź się. Ucieknie jak tylko Cię zobaczy. Albo gorzej – będzie próbował Cię zabić. Popatrz na siebie – jesteś potworem. – lewa ręka Kai zwisała swobodnie. Zwiotczała też łopatka, żebra po lewej stronie jej piersi z trudem się unosiły – Wystarczy spojrzeć, co ze mną zrobiłaś, skarbie. – uśmiechnęła się – Wiem jak się pozbyć tych wystających kłów, przerażających ślepi, rozdwojonego języka… – struny głosowe rozluźniały się, głos Kai stawał się coraz niższy – Daj sobie pomóc Felice. Jesteś wyjątkowa i obie to wiemy. Możemy dokonać razem czegoś wielkiego. I nie będziesz musiała zabijać ludzi, bo wszyscy będą ci posłuszni. – uśmiechnęła się z trudem. Biodro zaczęło jej drżeć, drugie ramię opadło. Krople potu spływały jej po czole z wysiłku jaki wkładała, by trzymać głowę wyprostowaną. – Co ty na to, skarbie? – powoli zdjęła lewą rękawiczkę. Place były zbyt bezwładne by zdjąć drugą, więc po prostu podała wyciągniętą dłoń – Przymierz.
Ostre jak brzytwy pazury delikatnie uniosły najpierw jedną, a potem zdjęły drugą rękawicę. Podczas, gdy czujny wzrok dopatrywał się podstępu lub pułapki, Kaisie oparła się o pień drzewa lewą stroną ciała – w ten sposób jej twarz patrzyła w miarę prosto. Przez chwilę miała mroczki przed oczami. Nim Fel przymierzyła cudowne rękawice dziewczyna straciła czucie także w nodze, prawej stronie piersi, a jej oddech stał się płytki i charczący. Ale zdołała się uśmiechnąć, widząc dawne, całkowicie ludzkie oblicze rudowłosej.
–Teraz jesteś piękna. – wycharczała z trudem – Nie chcę narzekać, ale ja jestem trupem.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gaia
Elektrokinetyk
Elektrokinetyk


Dołączył: 10 Maj 2011
Posty: 1117
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 22 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 22:40, 10 Maj 2012    Temat postu:

[Wyspa jadowitych potworków]

Felice z niedowierzaniem wpatrywała się w swoje ręce. Podniosła drżącą dłoń do ust i delikatnie obrysowała je małym palcem. Przejechała językiem po zębach.
-Czy moje oczy...?- zapytała z wahaniem.
-Tak- wyszeptała targana spazmami Kaisie. -Pozachwyc-camy się później, co ty na to?
Rudowłosa uśmiechnęła się do niej szeroko i chwyciła mocno za ramiona.
-Zdążę- postanowiła.
-Musisz.
Przyłożyła usta do szyi dziewczyny, dokładnie tak jak zrobiła to wcześniej. Ujęła jej bezwładną twarz w dłonie i przyssała się do otoczonej zzieleniałą skórą rany. Jad wracał z powrotem na swoje miejce, a Kai oddychała coraz równomierniej. Potworna ciecz paliła niczym chili, ale najwyraźniej nie była w stanie zranić jej twórczyni. Było w tym akcie wysysania coś nieodpowiednio przyjemnego.
-Już. Wystarczy. Skarbie, koniec.
Jej słowa dochodziły jakby z daleka. Z trudem oderwała się od Kaisie i spróbowała skupić na niej wzrok.
-Ty...to...-spojrzała na rękawiczki. -Jak...- nie mogła się wysłowić.
-Wyglądasz tak samo, jak tamtego dnia nad jeziorem- Kai potarła szyję. -I nie rób tak więcej, proszę.
Ciało Felice zareagowało, zanim zdążyła pomyśleć. Zapomniała o negatywnych uczuciach, które żywiła hipnotyzerki. Zapomniała o tym, co powiedziała. Jesteś potworem.
Nie jestem, pomyślała. Już nie.
Chwyciła Kai w objęcia i ponownie przygniotła do ziemi- tym razem głównie ciężarem własnej radości. Nie posunęła się oczywiście do podziękowań lub, co gorsza, przeprosin, ale w tym krótkim akcie czułości wyraziła oba.
Spodziewała się chrząknięcia bądź innego dźwięku dezaprobaty, Kaisie jednak niepewnie odwzajemniła uścisk. Chrząknięcie było mimo wszystko na miejscu, a bez niego atmosfera mogłaby stać się dziwna.
-Ekhm- Felice wyprostowała się i otrzepała brudne ubranie. -Będziesz mi musiała wszystko wytłumaczyć. Tymczasem...mogłabyś powtórzyć to, co mówiłaś o Jamesie?

Powietrze rozdarł nieodległy krzyk rozpaczy.

-Brzmi zupełnie jak nasz mały przyjaciel, nie uważasz?- zapytała z dziwną satysfakcją w głosie Kaisie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Vringi
Game Master
Game Master


Dołączył: 01 Cze 2010
Posty: 452
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 2/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 23:10, 10 Maj 2012    Temat postu:

[Wyspa jadowitych potworów]
Trzymał buteleczkę przy wargach, zastanawiając się, czy ją przechylić.
- Pfff! Jestem idiotą. - odparł odkładając truciznę. - Ucieczka nie jest wyjściem.
Podniósł się i podszedł do steru. Obejrzał się za siebie, wgłąb lądu.
- Chociaż...
Jak najszybciej uruchomił łódź i odbił się od brzegu, aby wypłynąć na otwartą wodę. Uśmiechnął się do siebie, usłyszawszy ryk silnika.
Nie oglądając się za siebie, skierował łódź w stronę parku Stefano Rey.
- Może z tego punktu zacząć wszystko od nowa?
Miał nadzieje, że na jakimś biwaku znajdzie jakąś broń. Inaczej kojoty szybko go dorwą.
Szkoda tego pistoletu, który zabrała tamta dziewczyna z Coates.
Podjął decyzję, że obejdzie samemu cały ETAP, a wtedy...
Być może dowiem się kim jestem.

Idzie Ci coraz lepiej!
G.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Loki
Super Moderator
<b>Super Moderator</b>


Dołączył: 26 Maj 2010
Posty: 2001
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gdańsk
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:30, 12 Maj 2012    Temat postu:

[wyspa jadowitych potworków]

-W łodzi nie ma już paliwa. Musimy popłynąć skuterem.
-Jest jednoosobowy...
-Nie jesteś aż tak gruba - zmieścimy się.
Felice zmarszczyła brwi, a potem karykaturalnie dygnęła, dopuszczając Kai do sterów. A siadając z tyłu naparła na nią ciałem, niemal nadziewając na kierownicę. Kaisie zacisnęła mocno zęby, próbując powstrzymać przekleństwa cisnące się na usta.
-Ruszamy? - spytała beztrosko.
-Lepiej się mocno trzymaj - odparła, ruszając tak gwałtownie, że jej towarzyszka wpadła by do wody, gdyby nie objęła jej mocno w pasie.
-James odpłynął w drugą stronę! - krzyknęła jej Fel, prosto do ucha - tak, żeby przekrzyczeć ryk silnika i szum fal.
-Nie będziemy go ścigać! - odkrzyknęła - Musimy wrócić po więcej rękawic! Chrisowi się spodobają!
-Skoro uciekł na północ, a ty chcesz wracać do obozu, to możemy go znaleźć po drodze!
-Jeszcze dopadniesz kochasia! - roześmiała się.
-Uzdrowiciel się przyda - syknęła tamta, nieco mocniej ściskając jej brzuch.
-Racja.
Uszkodził mi przyjaciela - musi za to zapłacić.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gaia
Elektrokinetyk
Elektrokinetyk


Dołączył: 10 Maj 2011
Posty: 1117
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 22 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 22:02, 14 Maj 2012    Temat postu:

Postów Loki-Gaia-Loki-Gaia-V-Loki ciąg dalszy.

[Wyspa jadowitych potworków- PB]

Pęd skutera ogłuszał i oszałamiał uczuciem wolności. Optymistyczne myśli zalewały umysł Felice. Oderwała splecione dłonie od brzucha Kaisie i wyciągnęła je przed siebie, starając się utrzymać równowagę. Czy jeśli ściągnie rękawiczki, wszystko pozostanie takie samo? Nie dowie się, zanim nie spróbuje.
Pociągnęła za palec jednej rękawiczki. Krótko przycięte paznokcie wygladały zupełnie normalnie. Stłumiła narastającą szaleńczą radość i zębami zerwała z dłoni drugą. Wszystko było w porządku. Postanowiła posunąć się jeszcze dalej w sprawdzaniu swoich możliwości. Nachyliła się do towarzyszki, ignorując jej groźby dotyczące wrzeszczenia prosto do ucha. Wysunęła rozdwojony język i zatrzepotała nim, wydając syczący dźwięk. Przesunęła nim po zębach, a on posłusznie poddał się rozkazowi powrotu do ludzkiej formy.
Więc...to wszystko? Wystarczy, że nauczę się nad tym panować? To całe bycie jaszczurem rozgrywa się tylko w mojej głowie?
Wcisnęła rękawiczki do kieszeni i ponownie objęła Kai w pasie. Przytuliła twarz do jej pleców, by chronić się przed wiatrem. W tej chwili nie nienawidziła jej ani trochę.

Niedługo potem stały przed wciąż dymiącym wrakiem samolotu.
-Robi wrażenie- zagwizdała Felice- jak on się przebił?
Kaisie ruszyła przed siebie zdecydowanym krokiem.
-Nie interesuje nas teoria, rudzielcu. Mamy cel, więc po co się rozpraszać?
Wnętrze maszyny przypominało szkolny korytarz po pożarze. Maski tlenowe zwisały upiornie nad zwęglonymi siedzeniami, tapicerka odłaziła z sufitu.
-Chyba widzę- mruknęła Felice, wskazując obdarte pudło leżące na boku mniej więcej w połowie pokładu. -Ja tam na pewno nie pójdę.
Zmarszczyła nos na widok pociemniałego kształtu zagradzającego drogę, który równie dobrze mógł być czyimś plecakiem, jak i głową.
-Nie?- w głosie Kaisie nie słychać było rozbawienia, gdy bezwzględnie popchnęła Felice do przodu.

Kilkanaście minut później dziewczyna maszerowała przed siebie gniewnym krokiem, ściskając cenną zdobycz pod pachą. Kai szła za nią, będąc w posiadaniu ważnych według niej papierów i kilku drobiazgów, których Felice nie miała ochoty oglądać. Oburzenie dodawało jej sił, bo, jak się okazało, kształt zdecydowanie nie był plecakiem.
-Skarbie- zawołała gdzieś z tyłu Kaisie- przydałoby nam się paru znajomych.
-To ich szukaj- mruknęła Fel- ja wracam do Chrisa.
-Na pieszo?- roześmiała się hipnotyzerka.
Felice stanęła gwałtownie i odwróciła się.
-Jeśli obdrapię się trochę po drodze, może przyjmie mnie z powrotem- syknęła.

Kaisie wzruszyła ramionami, dorównując jej kroku.
-Jeśli je zobaczy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Vringi
Game Master
Game Master


Dołączył: 01 Cze 2010
Posty: 452
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 2/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 0:39, 19 Maj 2012    Temat postu:

[Pacyfik]
Zatrzymał łódź na otwartym morzu gasząc przy tym silnik. Brak jakichkolwiek fal sprawiał, że łódź stała dryfowała niemal w tym samym miejscu, minimalnie zmieniając swoje położenie.
Zastanowił się nad tym czy zdołałby tutaj coś złowić. Kilka razy chodził na ryby z wujem i jego kumplami, ale nigdy nie udało mu się złowić czegoś dużego.
Może warto w końcu spróbować?
Kotem oka zerknął na starą wędkę i mimowolnie się uśmiechnął. Jeśli ulokuje się nad rzeką Achartz będzie miał dostęp do wody pitnej, a łowiąc ryby zapewni sobie dość wyżywienia.
Zresztą, spędzając większość dnia na morzu, będę mniej narażony na ataki kojotów.
Skierował ster wgłąb lądy, postanowiwszy wylądować w ujściu rzeki.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ihuarraquax
Różowy
Różowy


Dołączył: 17 Maj 2011
Posty: 262
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Nysa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 20:49, 22 Maj 2012    Temat postu:

[PB]

Chłopak zwolnił auto i skręcił w jeden z zaułków miasta. Dziwnym trafem, udało im się znaleźć jeżdżący wrak.
-Więc jesteś pewnie, że nikt nas nie widział?
-Tak. Kto jeszcze ma być?
-Cassandra.
Michel, komputery geniusz. No-life. Uzależniony dziwak. Różnie o nim powiadano. Ale jedno trzeba mu przyznać. Komputer nie był mu niczym obcym. Coś jak polski dla humanisty. Niczym bracia. Jaskier zatrzymał auto w cieniu. Postać w kapturze rozglądnęła się i szybko wskoczyła do auta.
-Nikogo?
-Czysto, możesz jechać.
Dziewczyna usadowiła się na siedzeniu.
-Ile osób ma być?
-Kilka.
-Wyczerpująca odpowiedź.
Chłopak uśmiechnął się pod nosem.

[kilka minut później, elektrownia]
Było ich razem 7 osób.
-Dobra, więc plan jest taki. Sophie i Cassandra, zostajecie tutaj. Jeśli ktoś będzie się zbliżał, wsiadacie do aut i uciekacie. Reszta idzie ze mną. Michel trzymasz się z tyłu. Rozumiecie?
-Jak się tam dostaniemy?
Chłopak zaśmiał się.
- To zostawcie mnie.
Jaskier podszedł do bramy. Metal, tak jak myślał. Wyciągnął rękę, skupiając się na bramie. Już po chwili powstała wyrwa, w której bez problemu zmieściłyby się dwa samochody.
- Ruszamy.

[Pięć minut później]
Krew. Za dużo krwi. 11 ciał leżało w czerwonej kałuży wypełniającej prawie pół pokoju. Wszyscy stali nachyleni nad Michelem, który pracował na przestarzałym sprzęcie.
-Uda Ci się uruchomić prąd?
-Tak.
-Ile?
-5 minut.
Jaskier kiwnął głową. Nic nie mówiąc, wyszedł z pokoju. Szybkimi krokami udał się na poddasze. Otworzył okno i usiadł na parapecie. Wyciągnął fajkę, odpalając ja z ledwo działającej zapalniczki. Już z daleka usłyszał czyjeś kroki.
-Udało się.
Cassandra usiadła koło niego.
-Tsa.
Chłopak zaciągnął się fajką. Miasto rozbłysło nagłym światłem budynków i lamp ulicznych. A więc się udało. Podał dziewczynę fajkę.
-Chcesz?

Nie stawiasz kropek, zaczynasz zdania z małych liter, nie stosujesz zasad interpunkcji. Twoja karta jest nieaktualna. Napisałabym, że mnie zdenerwowałeś i że jesteś głupi, ale Elżunia nagrodziłaby mnie punktami.
Witaj z powrotem, Łukaszu! Brakowało nam Ciebie.
G.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ihuarraquax dnia Wto 20:49, 22 Maj 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
zimowykalafior
Super Admin
<b>Super Admin</b>


Dołączył: 10 Wrz 2010
Posty: 2239
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 53 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Australijskie Skierniewice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 20:00, 23 Maj 2012    Temat postu:

Weźcie poprawkę na fakt, że nie pisałam od... no, dłuższego czasu. .__.
[PBNP]

-Chcesz?
Cassandra obdarzyła paczkę papierosów spojrzeniem pełnym dezaprobaty.
-Przecież to ohydne.
Chłopak wzruszył ramionami. Mimo otwartego okna poddasze wypełniał drażniący tytoniowy smród.
-Chrzanić to.
Błysnąwszy w ten sposób elokwencją, sięgnęła po fajkę i zapaliła. Ten sam smród wypełnił jej płuca, ale w gruncie rzeczy niewiele ją to obchodziło.
-Co teraz?
Szczerze powiedziawszy, nie spodziewała się, że tak łatwo im to pójdzie.
Zbyt łatwo.
-Wrócą tu. - Jaskier skupił wzrok na jakimś nieistniejącym punkcie. - Nie możemy zostawić elektrowni, nie teraz.
Lewis sposępniała. Nie będzie powrotu w blasku chwały, wiwatów i żelek.
Kawałek parapetu po drugiej stronie posłużył za popielniczkę.
-Wiem. - westchnęła - W takim razie posprzątajmy.
Zeskoczyła na podłogę i pociągnęła go za sobą.
Trup rozciągnięty na schodach. Trup w sali z turbinami. Trup za biurkiem. Jedna wielka kałuża krwi. Gdyby dosypać mąki, można by zrobić kiślu.
Le fu.
Wzdrygnęła się. Naprawdę nie miała ochoty tego robić, ale nie miała też ochoty patrzeć na walające się mózgi, jelita grube i trzustki w miejscu, w którym ma spędzić co najmniej kilka godzin. Ale najpierw...
-Sharon, weź kogoś i pilnujcie wejścia. Nie chcemy nieproszonych gości.
Akurat.

Czterdzieści minut później jedenaście czarnych worków (takich dużych, jakie to dzieci noszą po parkach w międzynarodowy dzień Ziemi) potoczyło się w dół zbocza. No cóż, jakieś zmutowane padlinożerne stworzenia będą miały ucztę.
Buraczkowłosa wróciła na zasmrodziały strych. Okno wychodziło na wschód. Gdzieś daleko na horyzoncie zaraz pojawi się jasna tarcza słońca. Oszukanego słońca.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zimowykalafior dnia Czw 16:21, 24 Maj 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Loki
Super Moderator
<b>Super Moderator</b>


Dołączył: 26 Maj 2010
Posty: 2001
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gdańsk
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 23:06, 25 Maj 2012    Temat postu:

[PBNP]

Na widok palących Kaisie sama poczuła głód. Wyłuskała fajkę z kieszeni, wsunęła między pełne wargi i zaczęła klepać kieszenie w poszukiwaniu zapalniczek.
-Fel, w schowku chyba był ogień. Podaj, co? - mruknęła, nie odrywając oczu od lornetki. Brak odzewu. Kai niechętnie opuściła urządzenie. Felice niewzruszona piłowała paznokcie. Zdawała się w ogóle nie zauważać Kaisie.
-Mamy współpracować, tak? - warknęła cicho, znajdując zapałki w małej wnęce, dosłownie na wyciągnięcie ręki.
-W umowie nie było wycieczek po Alei Promieniotwórczej - dosłownie syknęła tamta - Ani znaków dymnych.
W odpowiedzi Kai dmuchnęła w nią kłębiastym obłoczkiem dymu.
-Lepiej uspokój dzicz, bo znowu wyrosną ci pazurki.
Fel zmarszczyła brwi. Uniosła dłoń, machnęła nią jakby drapała paznokciami po wyobrażonej powierzchni, po czym wróciła do machania pilniczkiem.
Zaś Kaisie kontynuowała wiązankę przekleństwa w swoim umyśle. Uważnie obserwowała cały kompleks, próbując dojrzeć któregoś ze swoich ludzi, który uszedł z życiem, jakąkolwiek oznakę, że nieznany wróg zamierza odejść z elektrowni, albo cokolwiek, co podpowiedziałoby jej jaki powinien być następny krok.
Zaraz, zaraz. Przecież dobrze wiem jaki powinien być następny krok.
-Ruszamy. - powiedziała w mocą i niezachwianą pewnością.
Jej towarzyszka tylko wzruszyła ramionami i wróciła do paznokci. Samochód odjechał z piskiem opon w stronę zachodzącego słońca.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Megumi
Niezniszczalny
Niezniszczalny


Dołączył: 04 Mar 2010
Posty: 1550
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: L-wo
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 7:15, 26 Maj 2012    Temat postu:

[PB, plaża] Mój debucik, nudny, ale trzeba od czegoś zacząć

Kilkanaście dni temu była o tej porze u babci Anne i bezczynnie siedziała w bujanym fotelu. Nie mogła nigdzie wychodzić, nie potrafiła się nawet wymknąć w nocy. Ta starucha miała nadzwyczajnie wyostrzony słuch, jak na swój wiek. Znajdując się w staromodnym salonie, doszła nawet do wniosku, że nie będzie się spoufalać z dziećmi tej wsi. Jeszcze się czymś zarazi, albo coś…
Babcia Anne mieszkała w mieście, dosyć blisko głównego placu. Raz Leia poszła z nią do jakiegoś sklepu, bo miała nadzieję, że za dobre sprawowanie szybciej wróci do siebie. Tak naprawdę nie rozumiała decyzji ojca. W końcu on spał z dziesięcioma dziwkami tygodniowo, to czemu ona nie mogła pobawić się z jednym chłopakiem? Beznadzieja…
Podczas tej krótkiej wycieczki stwierdziła, że musi się stąd jak najszybciej wydostać. To nie było miejsce dla niej, bo było… za cicho? Za spokojnie? Za… wsiowo?
Dzwoniła do ojca, nawet poniżyła się przed nim, mówiąc, że posłusznie zacznie uczęszczać do szkoły sióstr Karmelitanek, ale nic nie zdołała tym osiągnąć. Miała ochotę zabić swojego rodziciela, dosłownie.
Teraz, kiedy wszyscy dorośli zniknęli, dziewczyna czuła się w końcu wolna. Co z tego, że działy się tu jakieś paranormalne rzeczy – jakoś do tej pory żyła i miała się bardzo dobrze. Koegzystowała na uboczu tych wszystkich wydarzeń, nie mając zamiaru spoufalać się z idiotami. Jedynym minusem zaistniałej sytuacji był brak internetu.
Ostatnio jednak zabrakło jej jedzenia, więc musiała wyjść z domu babci Anne. Niestety, wiele sklepów było już okradzionych przez nieletnich przestępców. Nawet ten z alkoholami był dosłownie goły. Leia siarczyście przeklnęła. Można powiedzieć, że żałowała iż nie ruszyła się wcześniej. Może uratowała by jakiegoś batona albo wódkę od brudnych łapsk idiotów. Ruszyła w kierunku plaży, by nieco się uspokoić i pomyśleć jak się wydostać z tej dziczy. Oczywiście, to, że starała się żyć jak najdalej od mieszkańców, nie znaczyło, że nie była na bieżąco z nowinkami. Wiedziała, że jest bariera, albo, że ostatnio część samolotu wpadła do kopuły. Sąsiedzi byli plotkarzami, nawet jeżeli były to dziesięcioletnie dzieci.
Stając na piasku, poczuła bryzę, uderzającą prosto w jej twarz. To ją trochę ocuciło i wyczyściło umysł. Teraz mogła myśleć.
Nagle poczuła jak coś ściska jej prawą nogę. Spojrzawszy w dół ujrzała sześcioletniego chłopca, przytulającego się do jej uda. Leia odepchnęła go od siebie tak mocno, że dziecko upadł na piasek i zaczęło płakać.
Jeszcze tego mi brakowało. Obrzydliwe bachory…
- Nie rycz, gówniarzu! Łeb mnie boli! – krzyknęła na chłopca, po czym zaczęła iść w przeciwnym kierunku.
- Ja chce do mamy! – odezwał się po chwili chłopiec, w przerwie między kolejnym napadem płaczu – Chcę do…
- Zamknij mordę! – przerwałam – Mam ważniejsze sprawy!
Dziecko rozpłakało się jeszcze bardziej. Leia, rozzłoszczona, podeszła zamaszystym ruchem do dziecka, położyła ręce na ramionach i potrząsnęła nim mocno.
- Przestaniesz, jak zobaczysz mamę?! – zapytała. Chłopiec pokiwał główką – To idź do domu i znajdź sobie jej zdjęcie! – po tych słowach blondynka puściła go i poszła wzdłuż plaży. Chciała zobaczyć ten sławny wrak i odwiedzić hotel Clifftop, który ponoć był dla „burżuazji”, jak to mawiała babcia Anne.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Vringi
Game Master
Game Master


Dołączył: 01 Cze 2010
Posty: 452
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 2/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 14:57, 26 Maj 2012    Temat postu:

[rzeka Achartz]

James spotkał go płynąc wzdłuż rzeki. Ethan Miles.
- Skąd wytrzasnąłeś wędkę? - zapytał siedząc w łodzi. Chłopak na brzegu uśmiechnął się promiennie i podniósł wiaderko z rybami.
- A co? Chcesz połowić?
I tym sposobem usiedli razem przy ognisku zajadając ryby.
- To skąd masz wędki? - zapytał oglądając zawartość plecaka tamtego.
- Nie odpuścisz, co? - zaśmiał się, po czym położył się na liściach. White uniósł głowę do góry, spoglądając na gwiazdy świecące nad nimi.
- Dobra. Byłem tutaj razem z przyjaciółmi na biwaku. Ot, zwykła ucieczka od budy i starych.
Siedzieli tak przez chwilę rozmawiając o wszystkim i o niczym. Uzdrowiciel oglądał klingę szerokiego noża myśliwskiego. Drgnął lekko usłyszawszy w oddali wycie kojota.
- To chcesz tą wędkę? - zapytał tamten. - Bo jak nie to...
Zamarł w pół zdania, gdy James wbił mu nóż w plecy.
- Co!? - zwalił się na ziemię, gdy tylko James wyjął ostrzę.
- Szlag. Trafiłem w nerkę. - przejechał palcem po zakrwawionej klindze. - Jak sądzisz? Zadowoliłbym się jedną wędką?
- Ty sukins...
Rudzielec chlasnął tamtego w twarz, mierząc go chłodnym wzrokiem.
- Aaaa! - White usiadł na rówieśniku okrakiem rozcinając mu koszulę. Przy tym ciągnął koniec noża po mostku tamtego.
- Zadowoli mnie dopiero twój skowyt. Przepona. - zlizał krew z czubka ostrza. Ciągnął ostrze po ciele tamtego w dół. - Będziesz płakał i klął jednocześnie przeklinając swój los. Pępek. A ja tymczasem rozpruje cię jak świnię.
- Li... li.. litościiii
James uśmiechnął się demonicznie wbijając nóż .
- Czego?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum GONE Strona Główna -> GONE - to tylko ETAP / Archiwum 3. Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
Strona 2 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Emule.
Regulamin