Forum Forum GONE Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Rozdział IV
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum GONE Strona Główna -> GONE - to tylko ETAP / Archiwum 3.
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gaia
Elektrokinetyk
Elektrokinetyk


Dołączył: 10 Maj 2011
Posty: 1117
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 22 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 20:51, 10 Lut 2012    Temat postu: Rozdział IV

Rozdział trzeci na razie otwarty w oczekiwaniu na rysunek-pamiętajcie o zgłoszeniach. Tymczasem otwieram kolejny.

____________________________________
Czy obóz nad jeziorem przetrwa z osłabionym przywódcą? Czy baza COSE wkroczy do akcji? A może Gaiaphage przyciągnie do siebie więcej niewinnych mieszkańców odciętego od świata miasta? Losy ETAP-u leżą w Waszych rękach.


Dzień 17


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Vringi
Game Master
Game Master


Dołączył: 01 Cze 2010
Posty: 452
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 2/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 23:00, 10 Lut 2012    Temat postu:

[PB, dom Jamesa]
Felice wyszła do łazienki zostawiając Jamesa z wielkim sajgonem w głowie. Chłopak walnął pięścią w ceglany kominek zaciskając ze złości zęby.
Dureń! Dureń! Dureń!
- Debil... - powiedział głosem wypranym z wszelkich emocji. wyprostował się spoglądając to na drzwi to na schody po których Felice się wspięła, to na drzwi do kuchni. Powtórzył tę czynność kilkukrotnie, wsłuchując się w rytm deszczówki z prysznicu, po czym wpadł do kuchni niemal wywarzając drzwi.
I wywalił się na plecy na kałuży obok blatu.
Złorzecząc pod nosem podniósł się na równe nogi i wyjął z szafki wielki talerz. Kroił wciąż twardy chleb, a następnie smarował masłem i nakładał na niego ogromną ilość miodu. Już po chwili utworzył się wielki stos kromek.
Uważając na kałużę zaniósł talerz do salony gdzie postawił go na niziutkim stoliczku tuż obok kominka. Po obu stronach stoliczka położył niedbale wielkie i miękkie poduszki.
Wyjął z rozkładanej kanapy nierozpakowany miękki szlafrok. Wspiął się po schodach i usiadł obok drzwi do łazienki.
Widząc zaskoczenie Felice kąciki ust White'a minimalnie uniosły się w górę. Uniósł w jej stronę świeży szlafrok zanim całkiem otworzyła drzwi do łazienki.
- Szlafrok. - powiedział spoglądając w bok. - Ubierz go i czekaj na mnie na dole. Zjesz podczas gdy ja się trochę opłukam.
Dziewczyna parsknęła pod nosem, ale mimo to spełniła jego prośbę.
Już po chwili chłopak stał kompletnie nagi w kabinie, czując na plecach uderzenie wody. Westchnął przeciągle, odwracając się i unosząc twarz tak,aby woda tryskała mu na nią.
Naprawdę jestem beznadziejny.
Uśmiechnął się smutno i nałożył sobie na dłoń szamponu.

*5 minut później*
James usiadł obok Felice w swoim potarganym i poniszczonym szlafroku.
- Nie masz piżam? - zapytała bezwiednie rudowłosa. Pokręcił głową wpychając do ust jedną z kromek.
- Dlaczego... - spojrzał jej niepewnie w oczy próbując nie okazywać emocji. - A dlaczego rodzą się ludzie bez rąk czy nóg? Dlaczego niektóre nastolatki są gwałcone przez starych zwyrodnialców? Dlaczego są rodzice którzy nie kochają swoich dzieci?!?
Spoglądał na nią ze zaszklonymi oczami.
- Nie ma na to odpowiedzi. Tak jest i musisz się z tym pogodzić. - przygryzł wargę i usiadł ponownie na poduszce. Wziął do ręki drugą kromkę i wepchnął ją w całości do ust.
Wpatrywał się martwym wzrokiem w ogień.
Dlaczego mnie zostawili? Bo nie byłem im potrzebny.
- Może powinnaś chociaż spróbować schować te pazury. - zaczął nieśmiało.
Dziewczyna spojrzała na niego oburzona.
- Myślisz że o tym nie myślałam?
- A próbowałaś?
- Uważasz mnie za idiotkę? - widać było że jest bliska szału. Zmierzył ją wzrokiem, po czym spuścił głowę zasłaniając twarz.
Naprawdę nie potrafię rozmawiać.
Westchnął i przetarł oczy dłońmi.
- A jak wcześniej chowałaś te pazury? Pamiętasz? - zapytał spoglądając na nią. Usłyszawszy pytanie, Felice zaczęła bić się z myślami.
I znowu nastąpiła ta nieznośna cisza.
- Dlaczego mnie wpuściłeś? Mogłeś przecież zamknąć drzwi.
James zastygł w miejscu z otwartymi ustami i na wpół wsadzona do nich kromką. Spojrzał na nią jak na idiotkę.
- Nie wiesz? - uniosła brwi.
- Nie odpowiada się na pytanie pytaniem. - odpowiedziała wymijająco.
- Naprawdę nie wiesz? - zapytał pozostając wciąż w tej samej pozycji.
- Bo jesteśmy przyjaciółmi?
Uzdrowiciel wsadził kromkę do ust i zjadł ją w ciszy. Następnie otworzył kominek i wrzucił do niego kolejne zdjęcie.
- Nie jesteśmy przyjaciółmi. Miałem ci tak naprawdę zastąpić Scotta, prawda? W każdej chwili spędzonej ze mną wyobrażałaś sobie jego. - spojrzał na nią uśmiechając się delikatnie. - Byłem tylko w zastępstwie.
Spojrzał na zdjęcie matki trzymane w dłoni i zmiął je wpatrując się w ogień.
Dlaczego to tak boli?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gaia
Elektrokinetyk
Elektrokinetyk


Dołączył: 10 Maj 2011
Posty: 1117
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 22 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 0:34, 11 Lut 2012    Temat postu:

[Dom Jamesa]

W każdej chwili spędzonej ze mną wyobrażałaś sobie jego.

Felice nie poczuła się urażona. Nie poczuła się też zraniona czy fałszywie oskarżona.
Nie, była po prostu zaskoczona, że przejrzał ją tak łatwo.
Cały czas spokojna, obserwowała, jak wrzuca fotografię do ognia. Nie próbowała go przepraszać ani się tłumaczyć. Czas łez minął.
-James?-zapytała łagodnie. Jego włosy mieniły się w delikatnej poświacie rzucanej przez światło kominka.
Mruknął coś bardzo cicho, ale na ułamek sekundy spojrzał w jej kierunku i dostrzegła ogromny, nieopisany ból w jego oczach.
-Skoro wiedziałeś-mówiła ostrożnie, choć znała już odpowiedź-skoro wiedziałeś o tym od samego początku, dlaczego pozwoliłeś się wykorzystać? Skoro wiedziałeś, jaka jestem...dlaczego do tego dopuściłeś?
Nie odpowiedział, ale prawdę miał wypisaną na twarzy.
-Ach tak.
Wstała i zsunęła szlafrok z ramion. Poskładała go i odłożyła na fotel.
-Dziękuję za gościnę-rzekła lodowatym tonem.
Skierowała się w stronę drzwi, zmagając się z absurdalnym rozczarowaniem. To ona była tą podłą. To ona byłą tą złą.
Pomimo tej świadomości, zamiast skruchy czy zawstydzenia czuła po prostu wściekłość.
Jak można dać sobą tak manipulować? Z powodu głupiego zauroczenia? Robił dla niej wszystko, tylko dlatego, że...urwała gwałtownie tę tyradę myśli i potrząsnęła głową.
Sprężystym krokiem wypadła na ulicę, kierując się w stronę przystani. Potrzebowała odosobnienia.
-Felice, zaczekaj!
Przyspieszyła, ale i tak dogonił ją po kilkunastu sekundach. James chwycił ją za nadgarstek i zmusił do zatrzymania się.
Wyszarpnęła dłoń.
-Nie odchodź. Nie zostawiaj mnie teraz-jego głos brzmiał niemalże błagalnie. Był w stanie zachowywać się tak po tym, co mu zrobiła?
Dziewczyna westchnęła.
-Ja...ja wiem. Wiem, że nie mogę być nim. Ale wybrałaś mnie, tak? Przyszłaś tu i...-wyglądał, jakby był zły sam na siebie za te słowa.
Felice ujęła jego twarz w obie dłonie i zbliżyła do swojej.
-Kiedyś zrozumiesz-pocałowała go i odeszła.

Nie poszedł za nią.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Gaia dnia Sob 0:37, 11 Lut 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ihuarraquax
Różowy
Różowy


Dołączył: 17 Maj 2011
Posty: 262
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Nysa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 15:21, 13 Lut 2012    Temat postu:

[PB]

Jaskier przewrócił się na drugi bok przytulając Nicole. Z niedosuniętych zasłon, wpadły promienie słońca. Chłopak niezgrabnie wstał z łóżka, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Starając się nie obudzić dziewczyny, ubrał się w czyste ciuchy i
skierował się w stronę kuchni. Wyciągnął czystą szklankę i nalał sobie wody. Kątem oka spostrzegł dwie grupy dzieci kierujących się w stronę rynku. Nie myśląc za długo, ubrał buty i ruszył za nimi.

[kilka minut później, rynek]

Na rynku zebrała się ponad połowa miasta. Wszyscy patrzyli na dwie dziewczyny stojące na ławce.
-Jak widzicie, Ciemność udało się pokonać. Ale to nie znaczy, że ona nie wróci. Wróci. Na pewno - dramatyczna pauza - na razie zrobiłyśmy wszystko, co było w nasze- Musimy się zastanowić, co teraz. Jakieś pomysły?
Po tłumie przebiegł szmer.
- Powinniśmy odbić elektrownię
Wszyscy spojrzeli na chłopaka.
- No wiecie, broni w mieście jest pod dostatkiem, mamy element zaskoczenia, więc nie powinno być trudno
Jedna z tych dziewczyn, które przemawiały podeszła do niego.
-Oszalałeś? Chcesz dać 14-latkom broń?
- A masz lepszy pomysł?

G.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
zimowykalafior
Super Admin
<b>Super Admin</b>


Dołączył: 10 Wrz 2010
Posty: 2239
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 53 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Australijskie Skierniewice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 22:34, 14 Lut 2012    Temat postu:

[PB]

-A masz lepszy pomysł?
Cassandra przewróciła oczami.
Każdy pomysł byłby lepszy od tego, żeby dać dzieciakom pistolety w dłoń i pozwolić im pozabijać siebie nawzajem.
Nie po to walczyła z Ciemnością, żeby i tak miały zginąć.
Czuła się odpowiedzialna - było to tak dziwne i nowe uczucie, że sama była zaskoczona.
Oprócz tego czuła się zmęczona. Bardzo. Przez tych kilka godzin, które przespała w oczekiwaniu na świt, po tym jak wróciły z Bandit i Nuncą ze sztolni, nie zdołała zregenerować sił. Nie da się, kiedy człowieka dręczą takie koszmary. Koszmary, które sprawiają, że sen nie przynosi ukojenia.
Lewis wykonała bliżej nieokreślony gest w stronę najświeższych grobów, nabrała powietrza, żeby protestować, ale w końcu wymamrotała tylko:
-Potrzebujemy prądu. - rozejrzała się po placu, niemalże spojrzała w oczy każdemu dzieciakowi. Nie były gotowe do walki (szerze mówiąc, nawet ona nie była), ale z drugiej strony, ETAP to nie kopalnia baterii. Kiedyś się skończą.
A wtedy może być za późno.
-Ty pójdziesz ze mną. - skinęła na chłopaka.

[pół godziny później]
Cassandra poklepała maskę samochodu. Ten się nada.
-Jesteś pewna? - Jaskier skrzywił się.
-Ma kluczyki w stacyjce i pełny bak - otworzyła drzwi, weszła do środka, przekręciła kierownicę, wyszła, obeszła pojazd dookoła. - To najważniejsze. Z resztą sobie poradzimy. Will?
Barczysty trzynastolatek odpalił silnik. Miał robić za kierowcę.
Była też z nimi Mary, bardzo poważna jak na swój wiek i niezwykle milcząca jedenastolatka. Jej twarz nigdy nie zdradzała żadnych uczuć.
Ale nie dlatego Lewis brała ją ze sobą: miała bardzo przydatną na te okoliczności moc. Stawała się niewidzialna, kiedy tego chciała.
-Wsiadajcie - Will wyrzucił przez okno pustą puszkę po napoju.

[Autostrada, po kwadransie]
-Ty masz w ogóle jakiś plan? Po co tam jedziemy?
Buraczkowłosa uśmiechnęła się i otworzyła plecak. Wyjęła z niego dwa niewielkie przedmioty.
-Walkie-talkie? - odezwała się Mary, po raz pierwszy tej podróży. Lewis podała jej jedno urządzenie.
-Zasięgu w ETAP-ie nie uświadczysz. Telefony są bezużyteczne, a to jako tako działa. Weźmiesz jeden do elektrowni, drugi będziemy mieć my. Będziesz dawać nam znaki, że żyjesz i nic ci nie jest.
-Nam? My nie idziemy? - zdziwił się Will.
-Nie. Chodzi o to, żebyśmy byli niezauważeni. Nie wiemy, kto jest w elektrowni, ile osób i jaką broń mają. Nie możemy tak bardzo ryzykować. Mary pójdzie na zwiady. Nikt jej nie zobaczy. Wróci, zda nam relacje i będziemy wiedzieli, z kim ewentualnie walczyć. Jeśli coś pójdzie nie tak... Cóż, po coś wzięliśmy tą broń. - pokazała plecak - Ale teraz nie nastawiamy się na walkę. Do tego potrzeba będzie więcej ludzi. Jasne?
Niemrawe potwierdzenie. Chociaż tyle.
-Skoro koniecznie chcesz bawić się w podchody - zaczął Jaskier - To zatrzymajmy samochód trochę dalej od elektrowni. Jeśli tam ktoś jest, pewnie wystawił straże.
-O to się nie martw. Willu, zatrzymaj się... - odczekała piętnaście sekund - tutaj.
-Tutaj?! - chłopakowi ledwo udało się wyminąć wrak ogromnej ciężarówki.
-Nie, zjedź na pobocze. Między drzewa. Tam.
Kiedy silnik ucichł, cała czwórka wysiadła i zaczęła dreptać w kierunku potężnej budowli. Dopiero kiedy na horyzoncie zamajaczyła brama wejściowa, dziwny pochód zatrzymał się. Cassandra chwyciła Mary za ramię.
-Kiedy będziesz w środku, niewiele mów. Albo prawie wcale. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby ktoś cię złapał. - wiedziała, że może być spokojna, ale zawsze lepiej się upewnić. -Znikaj.
Mary zniknęła.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ihuarraquax
Różowy
Różowy


Dołączył: 17 Maj 2011
Posty: 262
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Nysa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 15:47, 15 Lut 2012    Temat postu:

[Autostrada]

Chłopak usłyszał szelest dochodzący kilka kroków od zebranych. Po chwili, w słabym świetle księżyca, pojawiła się dziewczyna.
- I co?- spytała Cassandra
- Jest tam około 10 osób , może połowa z nich ma broń. 2 nich pilnuje głównego wejścia, jeden pilnuje monitoringu. Reszta siedzi w biurach.
- A moce? Widziałaś coś?
- Nie
- Dobra robota Mary, idź do auta, znajdziesz tam coś do picia.
Dziewczyna skinęła głową i odeszła.
- Co teraz? Wracamy do miasta i staramy się odbić?
- Nie wiem. Ktoś powinien zostać tu i ich obserwować.
- Mary?
- Nie, ona jest za młoda. Ja zostanę, jedź do miasta zebrać ludzi.
- OK
Chłopak wstał i poszedł do auta.

[PB]

Gdy zajechali na rynek, spostrzegli taką samą grupę, jak podczas wyjazdu. Wszyscy czekali. Will zatrzymał auto. Cała trójka wyszła z samochodu. Jaskier stanął na progu auta.
- W elektrowni jest 10 osób. Połowa z nich ma broń, lecz nie wierzę, by byli doświadczonymi strzelcami. Mamy szansę odbić elektrownię i przywrócić prąd! - chłopak spojrzał po zgromadzonym tłumie - Odbicie elektrowni nie będzie problemem. Jeśli wszystko się uda, do jutra znów będzie można oglądać filmy, słuchać muzyki. Jacyś chętni?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Nefeid
Kurczak
Kurczak


Dołączył: 17 Maj 2010
Posty: 1503
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 17:56, 15 Lut 2012    Temat postu:

Christiane szła szybko, bardzo szybko, wciąż oglądając się za siebie. Miała paranoję, czuła to, wiedziała też, że było to bezsensowne, ale...
Broń wzięta od Nunki dotąd spoczywała zamknięta w piwnicy. Garcia nie myślała o niej właściwie w ogóle, aż nagle oświeciło ją w samochodzie. Bała się, że jej już tam nie będzie, że tajemniczo wyparuje, ktoś ją ukradnie i wymorduje pół miasteczka. Nie, to jej tak bardzo nie obchodziło. Tylko żeby broń była na swoim miejscu.
Wpadła do domu, nerwowo wyszukała klucze w którejś z kieszeni i rzuciła się na schody prowadzące do piwnicy. Drzwi na szczęście były zamknięte, a po ich otwarciu... tak. Nic nie zginęło. Sporym problemem natomiast pozostawało obsługiwanie owego arsenału.
Z braku lepszych pomysłów zmieniła sukienkę na krótką i ciemnozieloną, umalowała się i zaplotła włosy w dwa warkocze. Zawsze tak robiła - podobne czynności pomagały jej zebrać myśli. Zawiązując gumki na włosach miała już gotowy plan.
Wyszła z domu, uważnie oglądając się wokół. Następnie dokonała wstępnego rozpoznania terenu, w wyniku którego zlokalizowała piaskową terenówkę. No, może nie była do końca piaskowa, bo lekko wpadała w jajeczny żółty, a na zderzaku miała reklamę lemoniady, ale z grubsza się nadawała. Nie miała z tyłu fotelika ani żadnych innych oznak posiadania przez właściciela jakiegokolwiek potomstwa, a to było najważniejsze.
Zdobycie kluczyków było łatwe - wybiła w domu szybę przy pomocy dźwigni, naprędce skonstruowanej z prętów z pracowni ojca, spenetrowała lokal i znalazła upragnioną zdobycz, przy okazji zgarniając trochę ciasteczek i baterii. Podjechała terenówką pod swój dom, chociaż w sumie jazdą trudno to nazwać. Christiane siedziała za kierownicą po raz trzeci w życiu - na szczęście skrzynia biegów była automatyczna. Po pokonaniu dystansu trzydziestu metrów była wykończona jak po maratonie, ale bardzo z siebie dumna - nikogo nie przejechała, no i tylko lekko obiła lusterko. Pierwszy punkt planu zaliczony, i to z jakim sukcesem!
Sprawnie przeszła do etapu drugiego. Klnąc na Mikiego, którego nie wiadomo gdzie posiało, zaczęła przenosić ciężkie pistolety i karabiny z piwnicy do terenówki. Nie było to zadanie łatwe i zajęło przeszło godzinę, z przerwami na szybką ucieczkę, jeśli ktoś akurat przechodził.
Etap trzeci składał się z dwóch podetapów. Pierwszym była wycieczka rowerowa w okolice placu, gdzie cierpliwie czekała, aż Cassandra i spółka spakują manatki. Następnie wyruszyła wolno swoją terenówką, przy okazji zahaczając o stację. Pusty bak w środku pustyni nie byłby przyjemną rzeczą.
Jechała za nimi w bezpiecznej odległości, nie autostradą, a po piasku, dbając, aby nie słyszeli odgłosów wydawanych przez jej samochód. Kolor całkiem nieźle go maskował, ale i tak wolała nie ryzykować.
Należy wspomnieć o jeszcze innej rzeczy, która nieodmiennie towarzyszy osobie jadącej przez pustynię - wertepy. Mnóstwo skał, suchych, poskręcanych gałęzi i innych atrakcji zapewniała wrażenia jak w lunaparku. To wszystko sprawiało, że jechała dużo wolniej i w końcu bezpowrotnie straciła Cassandrę z oczu. Ale to nie miało większego znaczenia - paręnaście minut później ponownie ją zlokalizowała dzięki swojej mocy, całkiem niedaleko elektrowni. Chociaż to nie było celem podróży Christiane, wroga zawsze lepiej jest mieć na oku. O, teraz na przykład do tamtego samochodu wracał ktoś niewidzialny. Wyraźnie słyszała kroki.
Ukryła się podobnie jak oni, między drzewami, choć znacznie bliżej elektrowni. Szepnęła parę słów, nakierowała odpowiednio falę dźwiękową i, powstrzymując gwałtowną falę zmęczenia, wyjęła colta. Usiadła wygodnie i czekała.

Jakiś taki nieskładny ten post wyszedł O . o


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anaid
Przenikacz
Przenikacz


Dołączył: 07 Maj 2011
Posty: 268
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 19:54, 15 Lut 2012    Temat postu:

[PB]


„Jestem Bogiem.
Uświadom to sobie.
Ty też jesteś Bogiem,
Tylko wyobraź to sobie.”


Błękitne niebo było fałszywe. Piasek pod stopami Nicole był nieprawdziwy.
Cóż tutaj było prawdziwe?
Nawet ona sama nie była pewna czy istnieje.
Dzięki Jaskrowi jednak przekonała się, że Gaiaphage może przestać w niej istnieć. Chociażby na krótką chwilę.
Czy jednak życie w iluzji było takie złe? Choć to równie dobrze mogło nie być życiem.
Jednakże, jeśli to nie jest rzeczywistość, to któż mógłby stworzyć tak silną iluzję?
Gaiaphage jest słabsze, niż chciałoby przyznać. Potrzebuje pożywienia.
I zapewne je dostanie.
Dziewczyna wzięła w dłoń wykręcony kawałek drewna.
- Co mam robić?
To było największym jej problemem. Czego by nie robiła, nie miało to żadnego sensu. Mogła biegać po lasach, lub siedzieć w hotelu. No i tak na jedno wyjdzie, nawet jakby zbudowała prom kosmiczny.
Zaklęła, rozeźlona.
Może wziąć broń i wybijać dzieciaki. Wybić wszystkich, po czym strzelić sobie w skroń.
Ale, co to, do cholery da?!
Nigdy nie uda jej się zabić Ciemności. Jak zabić coś, co nie ma ciała, a jest jedynie kupką radioaktywnego żwiru?
Cisnęła drewnem w wodę.
Mnie nie da się zabić, a przynajmniej nie w sposób dla ciebie zrozumiały.
Ostatnio strasznie się wymądrzasz – pomyślała ze złością.
Polemizowała z Ciemnością. Świat zwariował doszczętnie.
Wyjęła z kieszeni nóż i obróciła w palcach.
Chodź do mnie.
Nicole parsknęła śmiechem.
Świetny żart. Już się rozpędzam.
Tam są...
Nie obchodzi mnie to – przerwała zimno.
To przynajmniej spełnij swoje obowiązki.
Dziewczyna znów się zaśmiała.
Jakie obowiązki?
Szykuje się bitwa w elektrowni.
Młoda Amerykanka wzruszyła ramionami, i ruszyła na rynek, gdzie, jak zakładała, musieli się zebrać owi zapaleńcy.
Wyjęła swoje dwa noże. Raczej jej się nie przydadzą, zabije maksymalnie dwie osoby.
Przydałby się zatem inna broń.
Zauważyła Cassandrę i Jaskra. Chłopak zauważył ją i jego wargi wygięły się w lekkim uśmiechu.
Nicole, wbrew sobie, również się uśmiechnęła. Cassandra, zauważając, że Jaskier patrzy w innym kierunku, obróciła się i kiedy zobaczyła dawną sojuszniczkę, na twarzy dziewczyny pojawiło się coś na kształt zdziwienia.
Podeszła do nich swobodnym krokiem.
- Dzień dobry. Może się na coś przydam?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Anaid dnia Śro 19:55, 15 Lut 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gaia
Elektrokinetyk
Elektrokinetyk


Dołączył: 10 Maj 2011
Posty: 1117
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 22 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 21:41, 16 Lut 2012    Temat postu:

[Ocean]

Felice uśmiechnęła się, czując na twarzy chłodną bryzę. Wzięła głęboki oddech i delektowała się tym dawno zapomnianym uczuciem. Cichy mruk silnika motorówki jej ojca nie zakłócał spokoju, który ogarnął jej umysł.

Usiadła i położyła dłoń na sterze, kierując łódź w stronę wysp. Zostawiała za sobą Obóz, Perdido Beach, Jamesa i Scotta. Zostawiała Chrisa i tego skamieniałego chłopca tkwiącego gdzieś na autostradzie. Uciekała od wspomnień i samej siebie, ale nie czuła się tchórzem. Rozpierało ją jedynie poczucie wolności.

Powrót do natury, przemknęło jej przez myśl. Zupełnie jak Rousseau.



Pokuszę się na krótkotrwałą przerwę, ale nie martwcie się. Piszcie i bawcie się dobrze. Dziękuję V.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Vringi
Game Master
Game Master


Dołączył: 01 Cze 2010
Posty: 452
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 2/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 19:02, 17 Lut 2012    Temat postu:

[PB]
James jechał na rowerze wzdłuż Ocean Boulevard. Niedługo powinie skręcić w stronę placu. Ale tak naprawdę nie zwracał większej uwagi na drodze.
Myślami wracał do dzisiejszej nocy, kiedy to Felice zostawiła go samego na ulicy.
"Kiedyś zrozumiesz." Ciekawe kiedy i niby jak?
James skręcił w stronę placu.
Ona to źle zrozumiała.
Nie kocham jej.
Nie, to nie to.

Myślał nad tą chwilą nad jeziorem, kiedy to sprawiła że wybuchnął śmiechem. Na samą myśl o tej chwili uśmiechnął się.
Ostatnio te emocje wracały. Radość, ekscytacja, ciekawość, euforia, złość, rozpacz i inne.
Jego serce nie było już bezdenną studnią rezygnacji.
I wtedy to zrozumiał.
To ona, swoimi czynami, nieważne czy prawdziwymi, obudziła w nim wole życia. To uczucie które dawniej, wręcz przepełniało jego duszę.
Nie jestem twoim przyjacielem Fel. Ale ty moim tak.
Uśmiechnął się zatrzymując rower pod McDonaldem. Z stojącej obok lodówki wyjął Powerade'a.
- Idiotyzm... - pomyślał James szydząc z swoich własnych przemyśleń. Pociągnął zdrowy łyk, uzupełniając poziom wody w organizmie.
- Ty jesteś tym chłopakiem który leczy dotykiem?
White odwrócił się w do tyłu spoglądając na 11-letnią dziewczynkę która spoglądała na niego z koncentracją.
- Mów mi James. O co chodzi? - odrzekł uśmiechając się do niej łagodnie.
- Jestem Eliza. Mój brat jest ranny. - przeszła od razu do konkretów - A mieszkamy w osiedlu mieszkaniowym. - widząc pytające spojrzenie rudzielca tupnęła sfrustrowana. - Obok starej fabryki konserw!
Chłopak kiwnął głową ponownie wsiadając na rower. Następnie kiwnął głową w stronę dziewczyny.
- Wsiadaj na ramę. Nakierujesz mnie.

*10 minut później*
Niewielkie mieszkanko, tuz obok fabryki. Niegdyś ładny ogródek, teraz zupełnie rozkopany. Plastikowy stolik leżał wywrócony w rogu, coś zasłaniając.
James czuł to. Że coś się stało.
Ranny siedział tuż przy wejściu na posesje. Trzymał się za ramię oddychając ciężko. Lewa dłoń spoczywała na ranie ociekając krwią.
- Ty zapewne jesteś Luke.
Tamten uśmiechnął się ironicznie.
- No raczej nie ma tu nikogo więcej. - odpowiedział wesoło. Dziewczyna trzepnęła go z tyłu głowy.
- Jesteś idiotą. - spojrzała na rannego z wyrzutem. Tamten westchnął i ponownie spojrzał na Uzdrowiciela. Tym razem w jego oczach nie było żadnego szyderstwa.
White przyłożył swoje chłodne palce do rany. Wiedział że zajmie mu to góra 3 minuty. Po ataku Drzewa nabrał wprawy w leczeniu ran.
- Co cie ugryzło? - widząc zaskoczony wzrok tamtego posłał mu litościwe spojrzenie, po czym westchnął. - Jakiś wściekły pies?
- Kojot. Gadający kojot z kołkiem wbitym w bok. - James mrugnął niczym jaszczurka.
WTF?!?
- Chciałem wyjąć ten kołek. - powiedział tak jakby został przyłapany przez ojca. Widząc wzrok Jamesa kiwnął głową w stronę wywróconego stolika.
Rudowłosy w twarzą bez wyrazu podniósł się na równe nogi i obejrzał zdrowe ramię.
- Będziesz jeszcze chwilę osłabiony. Zaprowadzisz go do jakichś sąsiadów? - zapytał trzynastolatek spoglądając z nadzieją na Elizę. Luke utracił dość krwi, więc zaczął powoli zasypiać. - Chce coś sprawdzić...
Po chwili James zamknął furtkę, cały czas spoglądając na biały okrągły stolik z plastiku. Chwycił oparte o drewniany płot grabię i cisnął nimi w jego kierunku. Stolik potoczył się na bok odsłaniając ranne zwierzę.
White powoli wyjął przymocowany z boku pistolet i odbezpieczył go.
- Umiesz gadać? - zapytał czując się jak idiota. Zrobił niepewny krok do przodu. Kojot uniósł pysk spoglądając na niego niemal zamkniętymi oczami.
- Ty, Leczące Dłonie? - chłopiec czuł jak jeżą mu się włosy na karku. Ten głos brzmiał nieludzko, jak warknięcie.... no, kojota.
Po chwili zrozumiał o co pyta go zwierzak.
- Tak, to ja. - wyszeptał, po czym dodał głośno. - Tak, Leczące Dłonie
Kto wymyślił tą debilną nazwę?
Zauważył że kojot unosi się na cztery łapy, ignorując wbity w bok kawałek drzewca. Przeczuwając co się stanie, Uzdrowiciel uniósł broń i oddał kilka strzałów.
Zrobił to dokładnie w momencie gdy zwierze skoczyło w jego stronę. W efekcie w jego głowę wbiło się 5 kul zabijając go na miejscu.
- Co się stało?! - usłyszał za furtką głos jedenastolatki. Przywarł do drzwiczek plecami, tak aby nie mogła wejść.
- Nic. Dobiłem zwierzaka.
James nie chciał aby ktokolwiek mu przerywał.
Musiał się opanować. Zobojętnieć. Uspokoić.
Ale za nic w świecie nie mógł pozbyć się szerokiego uśmiechu, który zagościł mu na twarzy na widok tryskających z głowy krwi i płynów mózgowych.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rexus Maximus
Gość





PostWysłany: Pią 21:53, 17 Lut 2012    Temat postu:

[Namiot]

Chris praktycznie nie czuł bólu. Jako, że oczy były praktycznie kolorową galaretą, ciężko było zmienić je w coś twardszego niż... no, galareta.
Czuł krew ściekającą po twarzy i szmaty przykładane do oczu. Co jakiś czas zasypiał, budził się i znowu zasypiał.
Jestem ciekaw, jak szkła kontaktowe mogłyby mi pomóc.
Czasami też przełykał i coś pił, mimo, że większość wypluwał, albo spływała sama.
Czyli, po pewnym czasie, w końcu zaczęto poświęcać mu tyle uwagi, ile trzeba na karmienie i zmienianie gazy, wpychanej byle jak w oczodół, w którym rany powolutku zaczynały się zasklepiać.
Kiedy w głowie zaczynała mu świtać myśl, że niedługo wywiozą go na środek pustyni i zostawią pistolet z jedną kulką, usłyszał, że ktoś wczołgał się do namiotu.
Ten ktoś zaklął cicho, widząc zapewne bandaże w oczach.
Chris postanowił po raz pierwszy od wielu dni usiąść. Podniósł się na rękach. Potem, jako, że teraz powziął zamiar wypróbowania języka, powiedział:
- Nie klnij w szpitalu.
Opadł na prześcieradło, czując znajome kamienie pod plecami. Przewrócił się na prawy bok. Potem na lewy. I jeszcze raz na prawy.
Kurczę. Wcześniej te kamienie leżały inaczej.
Chris podniósł się jeszcze raz.
- Jak mogę ci pomóc, albo raczej, jak ty możesz mi pomóc, co?
Powrót do góry
Cukierkowa
Gyrokinetyk
Gyrokinetyk


Dołączył: 26 Kwi 2011
Posty: 622
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 13:34, 20 Lut 2012    Temat postu:

[Autostrada]
Angela jechała po autostradzie w stronę elektrowni. Ale nagle coś poczuła.
Co jest?
Gwałtownie zawróciła i zaczęła jechać w stronę miasta dwa razy szybciej.
Pedałowała tak szybko, że nogi zaczęły ją okropnie boleć.
Ale nie mogła przestać.
[Później]
Angela stanęła na placu. Rower rzuciła na ziemię. Na placu stało sporo osób. W tym Cassandra i Nicole.
-Eeeee... Co się dzieje? - Angela zapytała.
-Odbijamy elektrownię. - odpowiedziała Cassandra.
Słucham? Niby jak?
Angela stanęła w osłupieniu.
Chyba się przesłyszałam...
-No dobra... - Angela zaczęła...
-Co? - niemalże krzyknęła Cassandra.
-Bo ja ten... Ta moja moc... - Angela miała problem z wysłowieniem się. - Może mogłabym jakoś pomóc, czy coś?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Vringi
Game Master
Game Master


Dołączył: 01 Cze 2010
Posty: 452
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 2/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:39, 01 Mar 2012    Temat postu:

[PB]
Jeszcze 20 metrów do placu. Tylko 20 metrów.
James nieskutecznie próbował stłumić ciężki oddech. Opierał się o drewniany płot dysząc jak pies.
Ostrożnie kucnął przykładając swoje chłodne dłonie do poranionych łydek.
Chyba go zgubiłem.
Kątem oka zerknął w lewo. Był tam. Kojot stał na wzniesieniu wpatrując się w niego swoim obłędnie dzikim wzrokiem. Zwierzak gonił go przez pół Perdido kąsając go po łydkach, podczas gdy James naładowany adrenaliną biegł jak szalony w stronę placu. Po drodze starał się go zgubić, wywracał kubły na śmieci i strzelał do niego.
Ale uparty stwór dalej biegł za nim, tak jakby nie nie przestrzelił mu łapy.
Mogłem przewidzieć że tamten poprzedni nie był sam. No ale...
Zatoczył się i ponownie ruszył pędem ku centrum. Kojot ruszył tuż za nim kąsając go w kostkę. White nagle wyhamował i obrócił się o 360 stopni "strzepując" z nogi zęby zaskoczonego drapieżnika.
W końcu!
Wbiegł na plac, gdzie odbywało się coś na kształt narady. Cassandra, Nicole, Angela i Jaskier. Znał imiona tylko tych osób obecnych.
Odwrócił się w stronę drogi z której wybiegł. Kojot stał tam wpatrując się w niego. Ich wzrok spotkał się i Uzdrowiciel zrozumiał, że zwierzak jest zbyt inteligentny, aby rzucić się samemu w tłum ludzi.
Odwrócił pysk i kulejąc ruszył wgłąb alei.
James uniósł głowę spoglądając na postać stojącą nad nim. Jednocześnie myśli zaprzątały mu słowa kojota.
"Ciemność mówi, zabić Leczące Dłonie." Leczące dłonie to ja, ale czym do diabła jest Ciemność?!?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rexus Maximus
Gość





PostWysłany: Nie 21:31, 04 Mar 2012    Temat postu:

[Namiot]

Chris trzepnął jakąś dziewczynę w głowę.
- Bandaże.
Po paru chwilach poczuł, jak jego głowa jest podnoszona, a bandaże zmieniane.
Po zmianie bandaży warknął:
- Woda. Jedzenie.
Dosłyszał ciche, cichutkie, ale i gniewne prychnięcie.
Skóra na rękach momentalnie mu stwardniała. Złapał dziewczynę za rękę.
Łokieć.
Ścisnął ją dłonią, która mogłaby być równie dobrze żelaznymi szczypcami.
Pisk bólu.
- Co ty na to? Co będzie, jeśli wyjdę z tego namiotu?
Zacisnął palce jeszcze mocniej. Dziewczyna zaczęła wić się z bólu.
- Postaraj się, żebym nie musiał wychodzić za wcześnie.
Rozluźnił uchwyt. Dosłyszał szloch i stękanie, podczas wyczołgiwania się z namiotu.
Wspaniale.
Otworzył i zamknął dłoń. Przyłożył ucho do ziemi. Kroki ludzi na zewnątrz były słyszane tutaj jako ciche wibracje i stąpnięcia.
Wrócił do poprzedniej pozycji.
Jak na złość, kamienie znowu się poprzesuwały.
Chris westchnął i rozpoczął jeszcze raz poszukiwania wygodnej pozycji.

Oj, nieładnie.
G.
Powrót do góry
Temi
Kameleon
Kameleon


Dołączył: 22 Sie 2011
Posty: 92
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:55, 06 Mar 2012    Temat postu:

Nunca odetchnęła głęboko. Jeszcze raz spojrzała na zniszczoną, pożółkłą mapę i zmarszczyła brwi. Zamknęła oczy, i otworzyła je, ale kawałek papieru nadal przedstawiał to samo. Ze złością odrzuciła więc bezużyteczny przedmiot na tylne siedzenie i wlepiła wzrok w bezmiar pustyni, rozciągający się przed szybą starej, zardzewiałej furgonetki. Walnęła dłonią w gorącą kierownicę i kopniakiem otworzyła skrzypiące drzwi. Natychmiast uderzył w nią podmuch dusznego, suchego powietrza. Zgięła się wpół i zakaszlała. Dostrzegła jednak coś, co sprawiło, że się wyprostowała. Prosto na nią pędził ogromny tuman piachu. Bandit wracała.
-I co?- zapytała Nunca ułamki sekund później, kiedy jej przyjaciółka przystanęła, grzebiąc wszystko wokół pod cienką warstwą kurzu.
-Nic- wzruszyła ramionami- pusto. Zero śladów ludzkiej egzystencji w promieniu dwóch kilometrów. A mapa?
-Bezużyteczna. Według niej powinnyśmy znajdować się w środku Coates Academy. Nie wygląda mi to na miejsce, w którym mogłaby stać prestiżowa szkoła. Nie wygląda mi to na miejsce, gdzie mogłoby stać cokolwiek- Hiszpanka ironicznie zatoczyła dłonią łuk w powietrzu. Westchnęły. Nie zostało im nic innego, niż jechać przed siebie i liczyć dni do końca zapasów pożywienia. Wróciły więc do auta, i nie tracąc czasu, bez zwłoki ruszyły dalej. Po kilku godzinach żmudnej jazdy, piasek przerzedził się, ustępując asfaltowej drodze. Kawałek dalej pojawiły się nawet pierwsze drzewa.
-Nun? Jesteśmy uratowane- wyszeptała niemal ze wzruszeniem Bandit.
Miło było wreszcie odetchnąć świeżym powietrzem. Pootwierały wszystkie okna, żeby choć trochę zmniejszyć uciążliwy żar, panujący w samochodzie.
-Stój!- zawołała Way tak nagle, że Nunca docisnęła hamulec do samego końca. Nie zwracając uwagi na okrzyki towarzyszki i różne rzeczy, które ześlizgnęły się na podłogę, Kanadyjka wyskoczyła z furgonetki i pognała w las. Nieco zdezorientowana Lorenz postanowiła zaufać jednak instynktowi towarzyszki. I miała rację. Po chwili dziewczyna wróciła, łapiąc oddech i nakazując jej natychmiast skręcić w las.
-Jesteś pewna...?- zapytała Nunca, patrząc bez przekonania w gęstwinę i chaszcze piętrzące się w miejscu, gdzie powinna być leśna dróżka.
-Na bank. Znalazłam coś. Domek, chatkę właściwie. Nie myślisz, że mogłybyśmy tam zamieszkać? Przynajmniej na razie. Widziałam ją tylko z daleka, więc nie wiem nawet, czy jest w niej coś do jedzenia, ale jest tylko jeden sposób, by się o tym przekonać, no nie?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Temi dnia Wto 21:58, 06 Mar 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Premit
Super Szybki
Super Szybki


Dołączył: 12 Lip 2011
Posty: 400
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Rzeszów
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 14:33, 07 Mar 2012    Temat postu:

[Poza PB, pustynia, las]

Pośpiesznie wsiadły do samochodu i Nunca odpaliła silnik. Skręciły do lasu i po chwili ku im oczom ukazała się mała, drewniana chatka. Dom stał w środku lasu, na małej polanie. Bandit pobiegła w stronę nowego lokum.
-Jak nastrój? – zapytała Way, kiedy Nunca do niej dołączyła.
-Nigdy nie było lepiej. – odpowiedziała sarkastycznie Hiszpanka.
-Ej, damy radę! Jasne?
-Tak, jeśli w środku nie będzie stada kojotów, albo godzili.
-Nie zmieściłaby się. –zaśmiała się Bandit.
-Dobra, wchodzimy?
Czerwono-włosa nie odpowiedziała, tylko uchyliła drzwi chatki. Weszły w głąb mieszkania. Na pierwszy rzut oka, wszystko wyglądało tak, jakby jeszcze niedawno ktoś tu był. Czyli zniknął tak samo jak inni. Chatka była przytulna, ładnie udekorowana. Ściany miały ciepłe, pastelowe kolory. Domek był niewielki, bo znajdowały się tam tylko dwa pokoje, łazienka i kuchnia. Dziewczęta skierowały się w stronę sypialni. W pokoju stały duże, drewniane meble, piękne łóżko, a na ścianach wisiały obrazy. Jeden duży i kilka małych. Dziewczęta przeszły do kuchni i od razu zaczęły przeszukiwać szafki. Jedzenia było dużo, wystarczająco na miesiąc, albo nawet dłużej.
-Jeden problem rozwiązany. – powiedziała Nunca i rzuciła przyjaciółce batonika zbożowego.
Chatka w zupełności przewyższała ich oczekiwania. Mogły mieszkać tutaj same, w ciszy, bez problemów.
-Nun, ale wiesz, że kiedyś będziemy musiały wrócić.
-Nie mówmy o tym. Na razie to jest nieważne. Hej, zajmuję prysznic!
-Hahaha, nie uda Ci się! Kto pierwszy ten lepszy. - Bandit spojrzała na towarzyszkę z ukosa i pobiegła do drzwi łazienki.
Tak, spokój jest dobry.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Temi
Kameleon
Kameleon


Dołączył: 22 Sie 2011
Posty: 92
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 13:05, 19 Mar 2012    Temat postu:

Godzinę później dokładnie badały zawartość wszystkich szafek w domku. W końcu miały tu trochę pomieszkać. Były pod sporym wrażeniem, bo, chociaż mała, chatka była urządzona naprawdę bogato. W sypialni była szafa i komoda, której zawartość stanowiły damskie i męskie ubrania. Rozmiarowo były dobre, chociaż niezbyt przypadły Nunce do gustu. Ale trudno, nie mogła przecież żyć w jednej parze dżinsów i czarnej koszulce. Poza tym było sporo pościeli na zmianę, jakieś kosmetyki, dokumenty, sztaluga, płótna, mnóstwo farb, ołówków, flamastrów, kredek oraz niezliczona ilość zeszytów i kartek. Lorenz była w siódmym niebie. W pokoju, który chyba był salonem, stał marmurowy, biały kominek. Podłoga była wyłożona jasnymi panelami i miękkim, kremowym dywanem. Pod dużym oknem z beżowymi zasłonami stały dwa fotele i niewielki stolik ze szkła. Oprócz tego znajdowała się tam kanapa, komoda i witrynka- wszystko utrzymane w jasnej tonacji. Wszędzie panował nienaganny porządek, kolejne porcje dokumentów były poukładane w kupki, porcelanowa zastawa stała tak, by widać ją było zza przeszklonych drzwi witryny, tak samo jak rozmaite figurki i drobiazgi. W komódce znalazły świeczki, zapałki, latarki, jakieś klucze, fotografie, książki. Nic szczególnego, poza dwoma pięknymi nożami. Jeden od razu spodobał się Hiszpance- był dosyć spory, wielkości dwóch jej dłoni. Po dokładniejszym obejrzeniu można było dostrzec, że rękojeść wykonana została w kształcie splecionych węży, a ich łby wystawały po bokach. Ostrze było idealnie gładkie i falowane. [http://www.goods.pl/images/products/additional/360_a_1.jpg , pozwolę sobie : )]. Zostawiły oględziny pozostałych pomieszczeń na później i postanowiły przejrzeć dokumenty, znalezione w pokojach. Zaciągnęły je przed kominek, i Bandit wzięła pierwszą kartkę do ręki.
-Patrz. Z tego wynika, że dom jest własnością jakiej rodziny Smith. John i Marija- oświadczyła, podając ją przyjaciółce. Reszta okazała się zwykłymi rachunkami, za prąd, wodę, gaz, i inne rzeczy, które zupełnie nie interesowały piętnastolatek. Pomału robiło się ciemno, więc poszły do samochodu, wprowadził go do maleńkiego garażu przylegającego do domku i przeniosły cała broń do środka. Bandit rozpaliła w kominku i spaliły wszystkie papiery.
-No- mruknęła Nunca sennym głosem, wpatrując się w płonący papier- teraz my tu rządzimy.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Temi dnia Pon 13:08, 19 Mar 2012, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gaia
Elektrokinetyk
Elektrokinetyk


Dołączył: 10 Maj 2011
Posty: 1117
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 22 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:07, 25 Mar 2012    Temat postu:

Dzień 18

Wyobraźcie sobie bogatego biznesmena, który podczas swoich dwutygodniowych egzotycznych wakacji nie zaglądał do internetu i nie miał kontaktu z mediami. Teraz wyobraźcie sobie, że wraca do Stanów swoim prywatnym samolotem. Następnie dodajcie do tej wizji wyłaniającą się nagle zza horyzontu monstrualną kopułę ETAP-u.

Bum.

Maszyna z ogromną prędkością wbiła się w barierę, która w niewiadomy sposób przecięła ją na pół- przednia część samolotu jest po stronie dzieciaków z Perdido, reszta dopala się gdzieś na autostradzie. Zderzenie wywołało potężne zwarcie i każdy, kto w tym momencie miał kontakt z barierą, został porażony śmiertelną dawką prądu. Rybki przebywające w jej pobliżu też pływają do góry brzuchem.

Macie więc do dyspozycji kilka ton złomu, paru martwych pilotów i ciekawych skrzynek rozbitych na plaży. Na deser tajemnicę do rozwikłania.
Radzę się pospieszyć, bo fale prędko zabiorą to, co najcenniejsze.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
zimowykalafior
Super Admin
<b>Super Admin</b>


Dołączył: 10 Wrz 2010
Posty: 2239
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 53 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Australijskie Skierniewice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 20:28, 29 Mar 2012    Temat postu:

[PB]

Cassandra wznosiła oczy ku niebu. W praktyce to nie było niebo, tylko kopuła, ale to w tej chwili nie robiło różnicy.
Jeszcze nie.
Atak, ekspedycja, czy jak to tam nazwać, na elektrownię, zostało odroczone. Dlaczego? Bo nie miało najmniejszych szans. Owszem, było tam zaledwie kilkunastu ludzi. Owszem, w mieście było tych ludzi o wiele więcej. Ale.. Tamci ludzie byli zapewne przygotowani do obrony w razie nagłego wypadku, ci ludzie - sami nie wiedzieli, czego chcą i szukali tylko swojego zysku, do tego dzieci nieobyte z bronią, płochliwe i dość niezorganizowane.
Lewis czekała na ten krótki moment, na tę subtelną granicę pomiędzy stanem skrajnej desperacji i rozpaczy z powodu braku prądu, a zrezygnowaniem i pogodzeniem się z tym, że to tylko ETAP.
Była czujna.
Wznosiła oczy ku niebu, a w rękach dzierżyła ostatnią paczkę żelek.
Nie, nie ostatnią w całym ETAP-ie - tego sprawdzić nie mogła, nie wiedziała nawet, czy to ostatnia paczka żelek w mieście.
Ale z pewnością ostatnia w jej zasięgu. Ostatnia, o której wiedziała.
Dlaczego ja?!
Ciemność dawno się nie odzywała. Co najmniej dobę. Nie powiedziała niczego w rodzaju: "Come to the dark side, we have jellies".
To smutne.
Cassandra przyłożyła paczkę żelek do twarzy i wciągnęła boski zapach... boski zapach... plastiku.
Stała tak, całkiem wylogowana z rzeczywistości, kiedy stała się chyba jedyna rzecz, która mogła ją z powrotem do tej rzeczywistości przywrócić.
Huk. Taki, jakby świat się kończył, cała kopuła miała lec w gruzach, a ludzkość zmierzała ku zagładzie.
Wbrew jakiemukolwiek zdrowemu rozsądkowi buraczkowłosa pobiegła tam, skąd zdawały się dobiegać owe odgłosy.
Niebiosa mnie wysłuchały! Niebiosa mnie wysłuchały...! Zesłały mi...
Lewis zerknęła na plażę.
...kupę złomu. Wrak.
Wrak ten zdawał się należeć do samolotu, albo przynajmniej do jego części. Cassandra swego czasu często oglądała filmy katastroficzne i inne tego rodzaju, więc widywała rozwalone kadłuby. I nie wiedzieć, czy to dlatego, że widziała to na żywo (efekt trójwymiaru i te sprawy), czy z jakiegoś innego powodu, ten wrak wyglądał zupełnie inaczej.
Skrzywiła się, kiedy zobaczyła ludzi. Martwych ludzi, ściśle mówiąc, obijających się bezładnie o brzeg.
Tymczasem na plaży zebrała się całkiem spora grupa gapiów, którzy albo spoglądali ciekawie, albo chowali się za plecami starszego rodzeństwa. Nikt nie podszedł na odległość mniejszą niż dziesięć metrów. Dookoła rozlegały się zafascynowane szepty.
Buraczkowłosa czekała, aż ktoś sprawdzi, czy aby ta dziwaczna przesyłka z zaświatów nie wybuchnie, jak się jej dotknie, nie porazi prądem, whatever.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Vringi
Game Master
Game Master


Dołączył: 01 Cze 2010
Posty: 452
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 2/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 20:41, 29 Mar 2012    Temat postu:

[PB, plaża]
James White siedział na chłodnym piasku spoglądając na wschód słońca.
Mimo iż fałszywe to nadal piękne.
Przeciągnął się ziewając potężnie.
To wszystko jest do bani. Ściga mnie wyliniały kojot, Felice kompletnie mnie olała, a cała reszta świata uważa, że moim obowiązkiem, ba!, moim jedynym celem w życiu jest leczenie truchła.
Odwrócił się spoglądając na klif i rysujący się na nim niewyraźny zarys Clifftop.
Jakbym nie miał nic lepszego do roboty.
Uśmiechnął się na myśl o chwili, gdy zabił trzech porywaczy. Ta wizja nie odstępowała go na krok. Chociaż tak naprawdę nie chciał jej wyrzucić z głowy.
Pragnął ponownie poczuć w dłoni chłód metalu. Stanąć wśród trzewi i posoki. Uśmiechać się, naprawdę spoglądając komuś prosto w oczy. Pociągnąć za spust, ze świadomością że jego czyn jest niewybaczalny.
Pożądał radości wynikającej z morderstwa.
I gdy tak rozmyślał do jego wrażliwych uszu dotarł nieznośny hałas, jakże podobny do tego pochodzącego od reaktora znajdującego się w PBNP. Odruchowo zakrył uszy dłońmi, nieudolnie tłumiąc nieznośny huk.
Gdy tylko dźwięk ucichł, chłopak rozejrzał się w poszukiwaniu jego źródła. Nie musiał długo szukać, gdyż znajdował się tuż nad barierą.
Wrak.
Kadłub samolotu płonął na plaży, częściowo dogaszany przez słoną wodę morską. Na wodzie unosiły się plamy paliwa wyciekającego z przeciętych przewodów paliwowych. Szyba w kabinie pilota pękła, a przez nią wyleciało usmażone na wiór ciało drugiego pilota. W jego dłoni spoczywał uchwyt kubka, wraz z jego niewielką ścianką.
Widocznie podczas lotu drugi pilot wracał na swoje miejsce z kubkiem kawy. Zapewne nie był to jego pierwszy lot tego dnia albo podejmował się wcześniej jakiejś innej wyczerpującej pracy. Tak czy inaczej, mężczyzna potrzebował zastrzyku kofeiny.
Kucając nad ciałem próbował odczytać wiek pilota. Nieskutecznie, niestety.
Następnie, z największą ostrożnością wdrapał się na częściowo wbity w ziemię kadłub i przez powstałe okno wpadł do kabiny pilota.
Pierwszy pilot zwisał bezwładnie, siedząc na siedzeniu przechylając do tyłu głowę. Obejrzał z fascynacją jego nienaturalnie wygiętą szyję, dochodząc do wniosku że podczas upadku skręcił kark.
Idiotyczna teoria - przemknęło mu przez głowę w chwili gdy przeszukiwał kieszenie dawnego pilota, obecnie truchła czekającego na głodne kojoty.
Idąc w głąb rozdartego samolotu doznał wielkiego uczucia zawodu. Przez otwór w dachu musiały zostać wyssane wszystkie najciekawsze fanty. Być może unosiły się na wodzie i zignorował je, pochłonięty widokiem kadłuba. Mogło być też tak że pozostały po drugiej stronie muru, wraz z resztą samolotu.
Poza tym bardziej pociągało go zbadanie tego co się wydarzyło w samolocie i dlaczego wleciał w barierę.
Chciał przeprowadzić "śledztwo".
Stanął na krawędzi otworu spoglądając na piasek tuż przy barierze. Przejechał palcem w miejscu w którym bariera przedzieliła samolot na pół.
Całkowity brak tarcia.
Chłopak czuł się słabo. To było zupełnie nienaturalne. Brak jakiejkolwiek nierówności powstałej podczas krojenia metalu był niemożliwy.
Wuj zajmował się obsługą metalu i często gdy był zbyt wstawiony, to właśnie James był wysyłany przez niego do pracy.
Jego szef był niewiarygodnie tolerancyjny.
Moce mogłem wytłumaczyć sobie...
White zaklął pod nosem z powodu utraconego wątku. Zeskoczył na piasek stając 10 centymetrów przed matową, wszechobecną w tym świecie ścianą.
Tylko jak on się przebił?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Forum GONE Strona Główna -> GONE - to tylko ETAP / Archiwum 3. Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Emule.
Regulamin