Forum Forum GONE Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

[fan-fick] "I'm gonna get my gun!" by Comatose
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum GONE Strona Główna -> Fan-Art-Fan-Fiction!
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
steampunk
Bez mocy
Bez mocy


Dołączył: 03 Paź 2011
Posty: 6
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 18:17, 29 Paź 2011    Temat postu:

Dobrze, Preclu Jezyk

A teraz dodawaj następny rozdział! Wesoly
Bo już nie wytrzymam!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Cukierkowa
Gyrokinetyk
Gyrokinetyk


Dołączył: 26 Kwi 2011
Posty: 622
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 11:27, 30 Paź 2011    Temat postu:

No właśnie! Ja też nie wytrzymam, dodaj następny!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Avery
Bez mocy
Bez mocy


Dołączył: 18 Wrz 2011
Posty: 11
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 11:32, 30 Paź 2011    Temat postu:

Potwierdzam zdanie dziewczyn. Dodawaj nowy rozdział, ale tu już. Jezyk

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Lemo
Pirokinetyk
Pirokinetyk


Dołączył: 25 Wrz 2011
Posty: 720
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Manchester
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 23:57, 02 Lis 2011    Temat postu:

Pomysł ciekawy, ale Drake nie jest Drake'iem. Przynajmniej na początku. I ta dziewczyna stanowczo zbyt łatwo mu uległa. W twoim opowiadaniu bohaterowie są bardzo zmienni. Raz się można powiedzieć 'kochają', innym razem polują na siebie z nożami/pistoletami/siekierami i Bóg wie czym jeszcze. Mimo wszystko, dołączam do grona fanek. Mruga
Czekam.. Wesoly


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Comatose
Pirokinetyk
Pirokinetyk


Dołączył: 06 Lut 2011
Posty: 797
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:10, 03 Gru 2011    Temat postu:

"I'm gonna get my gun" is coming back! Yeah! Wesoly

Przepraszam za tą długa przerwę, ale jakoś tak wyszło, że nie było czasu pisać i dodawać.
A teraz zapraszam do przeczytania rozdziału numer 11. Wesoly

***

11.

Ha! Ha! Got'cha!
(Ahh!)
Ha! Go ahead yell!
Here I'll scream with you!
AH SOMEBODY HELP!

Eminem - Kim

Usiadła na podłodze i wzięła chłopaka za rękę. Trzymała go za nadgarstek i badała puls. Był słaby, ale był. Drake żył. Nie mogła zrozumieć w jaki sposób udało mu się to przeżyć. Przecież to było niemożliwe. Mimo wszystko zemsta była piękna i jak na razie wystarczająca. Dziewczyna podniosła się z podłogi i spojrzała na Drake’a. Schyliła się, aby zobaczyć jak duża była rana na jego głowie. Dotknęła jego włosów, odgarnęła je i odsłoniła ranę. Przypominała ranę na jej ręce, ale była szersza i głębsza.
Wstała, a chłopak zaczął się krztusić. Znów schyliła się i próbowała posadzić go pod ścianą. Było ciężko, ale udało się. Drake siedział i wymiotował krwią. Zuzka odsunęła się. Gdy skończył, wstał i oparł się o ścianę. Chciał iść w stronę dziewczyny, ale nie dał rady. Po dwóch krokach zatoczył się i upadł. Dyskretnie popatrzył na nią. Stała około trzech metrów dalej.
- Wstawaj! – krzyknęła dziewczyna i podeszła bliżej.
- Nie dam rady. To przez ciebie! To wszystko twoja wina!
- Moja? Przecież nic takiego nie zrobiłam. – Zuza udawała niewiniątko.
- Nie? To kto.. Zaraz.. – powoli usiadł i spojrzał na nią niedowierzającym wzrokiem.
- Pamiętasz co się stało?
- Nie bardzo. Wiem, że biłem w ścianę, ty pociągnęłaś mnie do tyłu i później.. Później nie pamiętam.
- Dobra, połóż się.
Drake zmierzył ją wzrokiem.
- Co? – zapytał.
- No połóż się. Nie lubię powtarzać.
- Ale tu? Teraz? No weź.. Nie wolisz w łóżku? – zawiesił się i wpatrywał się w dziewczynę - Nie dam rady, przecież zamęczysz mnie na śmierć. – dodał po chwili.
Zuza popatrzyła na niego, a jej mina była wiernym odzwierciedleniem „Are you f*cking kidding me?!” Wybuchła śmiechem.
- Idiota. Nie o to mi chodzi. – przestała się śmiać - Kładź się, mówię po raz ostatni. Jeżeli tego nie zrobisz użyję drastycznych metod, a tego chyba nie chcesz.
Drake nie odpowiedział, ale położył się. Wykonując ruch jęknął z bólu i skrzywił się.
Zuza podeszła dwa kroki. Zamknęła oczy, skupiła myśli.
- Nie ruszaj się. – rzuciła do Drake’a, który w tym momencie powoli wzleciał w powietrze.
- Eeeee.. Yyyyy.. Co ty do cholery robisz? Czemu ja.. Latam?
Zuzka nie odpowiedziała, ale uśmiechnęła się pod nosem. Przeszła kilka kroków i wyciągnęła ręce do przodu, żeby móc kierować lotem chłopaka.
- No pytam.. Czemu ja latam? – pisnął Drake i poruszył ręką.
„Idioto, przecież to nie ja latam. To ona… Ona ma moc! A ja nie mam! Foch!”
Zuzka szła i ledwo powstrzymywała się od śmiechu. Byli na schodach. Dziewczyna powoli opuściła jedną rękę. Sięgnęła do przodu, żeby wpisać kod. Drzwi rozsunęły się. Wyciągnęła ją tak, aby obiema rękami móc go nieść. Wyszli z podziemi. Drzwi zasunęły się. Chłopak powoli i delikatnie opadł na podłogę. Leżał i patrzył w sufit. Po chwili obrócił głowę w stronę dziewczyny.
- Czemu nie latam?! Ja chcę latać!
- Totalnie cię już popi****liło. Walnę o ścianę jeszcze raz, może wrócisz do normy.
- Nie rób tego.
- Bo co?
- Bo nie pozwalam.
- Ale mnie to nie obchodzi. – wbiła w niego wzrok, a on gwałtownie wzleciał w powietrze.
- Zostaw mnie. – warknął.
Leciał przez korytarz. Tam i z powrotem. Krew wypływająca z rany kapała na podłogę rysując tor lotu Drake’a.
- Zostaaaaaaaaaaaaaw mnieee! – wrzasnął – Zostaw mnie, bo coś ci zrobię!
- Jak chcesz spaść? Powoli czy gwałtownie? – dziewczyna śmiała się, a Drake latał po korytarzu.
- Połóż mnie. – uspokoił się - Powoli. – wycedził przez zęby.
Dziewczyna odwróciła się a chłopak spadł.
- Kurrrrr.. Ałaaaaaa! – wrzasnął z bólu leżąc na podłodze.
- Upsss, to chyba przez ranę na ręce, czyli przez ciebie. – uśmiechnęła się – Jeszcze raz? – zapytała po chwili i wyszczerzyła zęby.
Nie odpowiedział, ale jego mina mówiła sama za siebie. Nie chciał już nigdy więcej.
- Dobra. To teraz powoli pójdziemy do łóżka.
- Chcesz mnie zamęczyć? Wiem, że jesteś niewyżyta, ale proszę, nie teraz.
- Opuściły cię męskie instynkty? – wyciągnęła ręce i powoli podniosła chłopaka w górę.
Ruszyła do przodu, a Drake znów patrzył wzrokiem, który mówił, że zabije ją przy najbliższej okazji. Zuza wpatrywała się w fototapetę na drugim końcu korytarza. Spokojnie unosiła Drake i szła. Gdy znalazła się przy schodach weszła po nich, a po przejściu przez drzwi położyła chłopak na podłodze. Drake nie odezwał się. Zuza zamknęła drzwi i spojrzała na napis. Obróciła się i podniosła chłopaka do góry. Jej twarz przestała wyrażać jakiekolwiek emocje. Zachowywała się jak zahipnotyzowana. Usłyszeli szyderczy śmiech. Była taki sam jak ten, który Drake słyszał w podziemiach. Dźwięk przemieszczał się po korytarzu. Był raz tu, raz tam. Oboje wsłuchiwali się w ten dźwięk.
- Co to było? - odezwał się Drake, gdy śmiech ucichł - Znowu ten śmiech.. Już go kiedyś tu słyszałem.
- Ahh.. To. – dziewczyna zastanowiła się - Nie wiem co to było. – w tym czasie przyniosła chłopaka do łazienki na parterze i położyła na podłodze, a sama uklękła przed szafką, aby znaleźć bandaże.
Gdy je znalazła wzięła dwa długie i szerokie, podeszła do Drake leżącego pięć metrów dalej.
- Dlaczego się tak na mnie patrzysz?
- Bo nie mówisz mi prawdy. Wiesz co to było.
- Nie wiem.
- Wiesz. A ja znam skądś ten śmiech. – podniósł głowę.
- Niby skąd? Ja go nigdy nie słyszałam. – dziewczyna ewidentnie nie chciała powiedzieć mu prawdy.
- Wiem. Dopiero teraz dotarło do mnie, że… To… Był…
- Zamknij się, muszę ci łeb opatrzyć. – wzięła pierwszy bandaż i zaczęła owijać nim głowę Drake’a.
- Nie! Nie rozkazuj mi! Wiem kto to był.
Zuzka wróciła do szafki. Wzięła taśmę i nożyczki, ucięła kawałek i zakleiła usta Drake’owi.
- Jeszcze słowo. – warknęła – A zabiję cię. – wyciągnęła pistolet spod wanny i przyłożyła do skroni chłopaka.

***

Enjoy!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Lemo
Pirokinetyk
Pirokinetyk


Dołączył: 25 Wrz 2011
Posty: 720
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Manchester
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:30, 03 Gru 2011    Temat postu:

Hmm.. idzę że Zuzka ma bronie wszędzie. Przyznam, że pod wanna to ostatnie miejsce o jakim bym pomyślała szukając spluwy. Ale 'latanie' Drake'a i jego łóżkowe skojarzenia mnie dobiły.
Czekam. Wesoly


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kira
Super Szybki
Super Szybki


Dołączył: 25 Paź 2011
Posty: 405
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wielkopolska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 21:48, 03 Gru 2011    Temat postu:

Latanie Drake'a mnie rozwaliło xD.
Zastanawiam się, czyi był ten śmiech...
Czekam Wesoly.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Comatose
Pirokinetyk
Pirokinetyk


Dołączył: 06 Lut 2011
Posty: 797
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 18:57, 17 Gru 2011    Temat postu:

Wita państwa kolejny rozdział!

Taaa. Enjoy!

***

12.

So bad
So good that I'm so bad
I guarantee I'll be the greatest thing you ever had
'Cause you ain't never met nobody like me
And you ain't gonna wanna f*ck nobody else again

Eminem – So Bad

Zuza usiadła po turecku i patrzyła na chłopaka, który próbował coś powiedzieć, ale nie mógł. Uklękła i nachyliła się nad nim. Pistolet wciąż dotykał skroni Drake’a. Ręką dotknęła jego twarzy. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy po czym dziewczyna zerwała taśmę z jego ust.
- Czy ty wszędzie trzymasz broń?! Nawet pod wanną?!
- Spokojnie, w łóżku też jest. – zaśmiała się i sięgnęła po bandaż – A teraz weź się zamknij, bo inaczej wykrwawisz się.
Wzięła bandaże, usiadła na stopach i podniosła głowę chłopaka. Kontynuowała obwiązywanie jego głowy. Co jakiś czas Drake krzywił się i wydawał dziwne odgłosy. Zuzka zastanawiała się czy on domyśla się kto śmiał się w korytarzu. Doszła do wniosku, że faktycznie mógł rozpoznać ten śmiech. To bardzo możliwe. Ale..
- No już! Ile tych bandaży?
Oboje milczeli przez chwilę. Jedynie Drake co jakimś czas jęczał i krzywił się z bólu zaciskając żeby, żeby nie krzyknąć.
- Mówiłeś coś? – dziewczyna wyrwana z rozmyślań odpowiedziała dopiero po trzech minutach.
- Tak! Pytam się ile jeszcze tych bandaży, bo ten jest już chyba czwarty.
- Cztery, za dużo. Oddawaj jeden. – zaśmiała się i odwiązała początek czwartego bandaża.
Zwinęła go i odwiązała bluzę ze swojej ręki. Bluza była cała we krwi, a rana wciąż mocno krwawiła. Wstała i podeszła do umywalki. Drake uważnie ją obserwował. Wymyła rękę i zdezynfekowała wodą utlenioną. Szczypało. Wzięła do ręki linijkę, którą trzymała w łazience, aby w razie czego móc mierzyć swoje blizny. Robiła to już nie raz. Przyłożyła ją do ręki i odczytała, że rana ma jedenaście centymetrów.
„Całkiem nieźle. Drake, zdałeś egzamin.”
Trzymając rękę nad umywalką szukała plastrów. Znalazła duży plaster, który przykleiła. Wzięła bandaż i owinęła nim przedramię.
- Wiesz jak długa jest ta rana?
- Nie mam pojęcia. Ile ma?
- Jedenaście centymetrów.
- Wow. Czemu nie zdezynfekowałaś tego czegoś co mam na głowie?
- A po co? Ty możesz umrzeć. – odgryzła się i wyszła na korytarz. – Możesz wstać? – dodała z korytarza i obróciła się w stronę chłopaka.
- Nie, zostawiasz mnie tu?
- Tak, bo idę się przebrać. Czekaj tu, będę za pół godziny.
- Pół godziny?! Czemu tak długo?! – chłopak zbulwersował się, ale dziewczyna nie odpowiedziała na jego pytania.
Spróbował usiąść. Usiadł, ale od razu poleciał do tyłu, na plecy i zaklął. Wszystko go bolało i ledwo mógł się ruszać. Pomyślał o śmiechu, który słyszał dziś dwa razy. Przed chwilą wiedział kto to był, ale teraz nie mógł sobie przypomnieć. Czuł się tak, jakby tracił pamięć. Tak jakby miał dziure w pamięci i nie pamiętał wydarzeń z najbliższej przeszłości. Próbował przypomnieć sobie co zrobiła mu Zuzka i dlaczego miał na głowie tak wielką ranę. Nic z tego nie wyszło. Nic nie pamiętał i czuł się z tym cholernie źle. Był zły na siebie i na Zuzę. Znów spróbował podnieść się do góry. Usiadł. Zakręciło mu się w głowie. Wyciągnął rękę w stronę wielkiej narożnej wanny i przesunął się w tamtą stronę. Złapał się krawędzi i zacisnął palce. Sięgnął do przodu drugą ręką i zrobił to samo. Wstał, przysunął krzesło, usiadł na nim. Znów podniósł się i sięgnął ręką do przodu łapiąc się mocno krawędzi. Odkręcił kran. Woda popłynęła małym strumieniem. Zamknął odpływ i po raz kolejny zakręciło mu się w głowie. Jego oczy zamknęły się, głowa opadła i chłopak wpadł do wanny. Głową mocno uderzył o dno. Pod wpływem uderzenia z nosa popłynęła krew. Chłopak zemdlał. Woda powoli nalewała się do wanny mieszając się z krwią płynącą z nosa Drake’a.
***
W momencie, gdy Drake siadał na krześle Zuza weszła do swojego pokoju. Otworzyła drzwi do szafy i wyjęła z niej bluzkę z krótkim rękawem oraz dżinsy. Rzuciła je na łóżko. Wróciła do szafy i spomiędzy bluzek wyciągnęła broń. Odbezpieczyła ją i poczuła dotyk w pasie. Ręce, które przed chwilą czuła na wysokości pasa szły do góry. Czuła się zmacana. Trzymając broń w prawej ręce podeszła do łóżka i wzięła ubrania. Cały czas czuła dotyk niewidzialnych rąk. Wyciągnęła rękę do tyłu, złapała niewidzialną dłoń, a postać mignęła. Wycelowała w niego broń.
- Zabiję. – kopnęła postać poniżej brzucha i usłyszała jęk bólu oraz niewyraźne słowa wypowiadane męskim głosem. – Tak, o to chodziło. – dodała, gdy - jak zdążyła zauważyć podczas krótkiego mignięcia - chłopak leżał na podłodze.
Dziewczyna wyszła z pokoju do łazienki obok. Weszła tami zatrzasnęła za sobą drzwi. Po dwóch minutach puściła wodę. Woda lała się i lała, a niewidzialna postać łapiąc się za krocze wciąż leżała na podłodze w sąsiednim pokoju.
- Cholera.. – wyjęczał chłopak i pojawił się.
Powoli chciał się podnieść i jako tako udawało mu się to. Najwolniej jak się tylko dało wygramolił się na łóżko i usiadł. Odetchnął i ostrożnie położył się. Leżał i słuchał płynąca z kranu w łazience wody. Myślał o dziewczynie, która tam była. Chciał iść do niej, ale mógł się podnieść. Czekał aż Zuza zacznie śpiewać, ale nie mógł się doczekać. Zniknął. Kojący dźwięk płynącej wody pozwolił mu zasnąć. Spał, a po dwóch minutach rozpoczął się sen.
Chłopak szedł autostradą. Opuścił Coates około pół godziny temu. Szedł powoli ciesząc się wolnością, której nie zaznał przez cztery ostatnie lata. To było coś. Móc wyjść i iść gdzie się chciało. Będąc w Coates zawsze, gdy wychodził musiał zgłaszać to dyrekcji co wcale nie było mu na rękę. Racja, uciekał nie raz, ale to nie było to samo. Teraz czuł się wolny, naprawdę wolny. Z kieszeni wyciągnął odtwarzacz mp3, który na szczęście miał pełną baterię. Rozplątał słuchawki i włożył je do uszu. Wcisnął przycisk ‘Play’ i przez słuchawki popłynął rap Eminema. Wsłuchał się w początek >Fight Music<. Chciał się zemścić na tym cholernym durniu, który wkopał go do tej szkoły. Caine i Blake znali się jeszcze zanim oboje trafili do CA. Byli całkiem dobrymi kumplami do tego feralnego dnia, w którym Blake trafił do tego więzienia. Przypomniał sobie to, co się stało.
Była siódma rano w sobotę, gdy chłopak wyciągnął pistolet spod poduszki i wyszedł na tyły domu. Podrzucił broń i spojrzał na tarczę zawieszoną jakieś dziesięć metrów dalej. Czekał na Caine’a, który miał być u niego za pół godziny. Strzelił, a huk wystrzału przeszywał przez kilka sekund spokojną i senną aurę wiszącą nad miasteczkiem. Co jakiś czas słyszał gniewne krzyki obudzonych sąsiadów, którzy wiedzieli, że jego rodzina ma pozwolenie na broń. Usiadł na schodach prowadzących do domu. Mieszkał w dużym domu z tarasem, na którym przebywał często. Praktycznie zawsze, gdy spotykał się z Cainem. Wstał i zaczął chodzić po dróżce tam i z powrotem. Chciał zachować spokój, ale nie potrafił. Strzelił w płot, a pocisk z głuchym echem przebił go i wylądował na trawniku sąsiada, którego Blake nienawidził. Chłopak był zbyt nadpobudliwy i nerwowy.
„Caine, chodź tu szybciej.”
Spojrzał na zegarek, była 7.10. W tym monecie ktoś zadzwonił. Chłopak wbiegł do domu, przebiegł cały w ciągu pół minuty potrącając po drodze wazon z kwiatami, tłukąc do i wylewając wodę na parkiet. Nawet tego nie zauważył tylko momentalnie doskoczył do drzwi. Miał nadzieję, że za drzwiami jest Caine. Spojrzał przez wizjer i zobaczył wysokiego faceta z czarną maską na twarzy.
„Kto to do cholery jest?!”
Otworzył drzwi, a facet w masce doskoczył do niego i wykręcił mu ręce do tyłu. Trzymał mocno, a Blake próbował wyrwać się z uścisku. Dał radę jedynie sięgnąć ręką do paska spodni i wyciągnąć pistolet. Po pięciu długich sekundach wyszarpnął się z uścisku napastnika, obrócił się w jego stronę i wyciągnął do przodu rękę z pistoletem. Facet w masce szedł do przodu, a Blake stał w miejscu. Pistolet kierował faceta w masce.
- Jeżeli to ty, Caine, to radzę Ci zdjąć to coś z głowy.
- Nie jestem Cainem.
- To zabiję Cię! Co tu robisz? Po co przyszedłeś?
- Wiem, że jesteś sam w domu. Przyszedłem po Ciebie.
W tym momencie Blake wystrzelił z pistoletu. Usłyszał krzyk faceta, który błagał o litość. Ale było już za późno. Pocisk leciał i przeszył tors mężczyzny. Facet upadł na zimną posadzkę, a z jego piersi na wszystkie strony tryskała krew. Ściany w korytarzu były całe nią zachlapane. Chłopak popatrzył na siebie. On także był cały we krwi. Mocno trzymał broń w ręce i wyszedł z domu. Wyciągnął ręce przed siebie i nieustannie rozglądał się gotowy do oddania strzału. Kobieta z domu naprzeciwko otworzyła w tej chwili okno i wyjrzała przez nie. Widząc młodego, zakrwawionego chłopaka z pistoletem krzyknęła i natychmiast schowała się za firanką. Sięgnęła po telefon i zadzwoniła na policję. Gdy Blake to zobaczył strzelił w jej kierunku. Kobieta upadła wypowiadając ostatnie słowa zgłoszenia. Blake obrócił się w prawo. Zobaczył Caine’a idącego chodnikiem po jego prawej. Popatrzył w lewą stronę. Zobaczył nadjeżdżający radiowóz. Zrozumiał dlaczego ten facet do niego przyszedł. To wszystko zaplanował Caine.
„Zabiłem go przez tego idiotę Caine’a!”
Blake popatrzył na kumpla i ruszył w jego stronę.
- Zabiję Cię! Jak mogłeś mi to zrobić?! – krzyczał bez opamiętania i biegł kierując pistolet w kumpla.
Obrócił się i zobaczył dwóch policjantów biegnących w jego stronę.
- Rzuć broń! – krzyczeli jeden przez drugiego.
Blake biegł za Cainem nie zwracając uwagi na potrącane po drodze staruszki i kobiety z dziećmi, które ze strachem patrzyły na jego zakrwawione ubrania i pistolet. Wreszcie dopadł Caine’a. Wywrócił go na chodnik i usiadł na nim przykładając pistolet do jego skroni. W tym momencie policjanci doskoczyli do Blake’a wyrywając mu broń i obezwładniając. Caine wstał, otrzepał się i ruszył w stronę, z której przyszedł nie poświęcając zaistniałej sytuacji nawet odrobiny uwagi. Policjanci założyli Blake’owi kajdanki i zaprowadzili do radiowozu. Chłopak krzyczał, wyrywał się i próbował wytłumaczyć jak to się stało. Policjanci byli na to obojętnie i odjechali razem z nim. Chłopak krzyczą i przeklinał w radiowozie próbując wytłumaczyć policjantom co się stało u niego w domu. Gdy znaleźli się na komisariacie jeden z policjantów wykonał telefon do rodziców Blake’a informując ich, że ich syn został przywieziony na komendę. Rodzice chłopaka przyjechali za kilka minut, aby dowiedzieć się co dokładnie zrobił ich syn. Matka chłopaka, gdy dowiedziała się co stało się w jej domu, wpadła w panikę i zaczęła płakać, a ojciec uspokajając ją zadecydował, po kilku minutach patrzenia w syna wzrokiem ‘Nie odzywaj się. I tak nie masz nic do gadania’ zadecydował, że pośle syna do Coates Academy. Jak postanowił, tak zrobił. Blake na drugi dzień był już w tej szkole.
Blake przywołując te obrazy po czterech latach stawał się coraz bardziej wściekły. Już nie raz obiecywał Caine’owi, że go zabije, ale do tej pory nie mógł znaleźć odpowiedniej chwili. Zemsty chciał dokonać, gdy tylko go spotka. Choćby miało się to stać w tej chwili. I jak na zawołanie zobaczył Caine’a wyłaniającego się zza wzgórza. Chłopak szedł spokojnie co jakiś czas patrząc za siebie. Wyciągnął ręce do przodu i popatrzył na nie. Mruknął coś pod nosem, czego Blake nie usłyszał. Blake zatrzymał się, wyłączył odtwarzacz i schował do kieszeni. Trzymając ręce w kieszeniach czekał na Caine’a, który szedł powoli i spokojnie tak jakby nigdy nic się nie stało i jakby nie widział Blake, do którego nieustannie zbliżał się. Zachowywał się tak jakby nic nie pamiętał. Blake zmierzył chłopaka wzrokiem. Czekał i patrzył przed siebie.
- Czego chcesz? – Caine podszedł do Blake’a.
- Chcę Ci się odwdzięczyć za to, że tu trafiłem. – Blake obrócił się i wskazał w stronę szkoły.
- Nie dziękuj. -Caine przeszedł obok chłopaka uśmiechając się chytrze chcą uśpić jego czujność, ale ten złapał go mocno za ramię.
- To jeszcze nie koniec. Moja zemsta dopiero się zacznie. – Blake zaśmiał się i rzucił chłopaka na asfalt przed sobą.
Caine szybko wstał i chciał uciekać, ale Blake był szybszy. Złapał go za ramiona i krzyknął prosto w twarz:
- Co ja ci zrobiłem?! Jak mogłeś?! Ten facet nic mi nie chciał zrobić! To ty nasłałeś go na mnie! – krzyczał i zrobił się cały czerwony – A przez to, że go zabiłem trafiłem tu! Do tego cholernego więzienia. I na dodatek przez te lata nie mogłem Ci się odwdzięczyć. Co ty na to, abyśmy wyrównali rachunki?
Caine zaczął piszczeć i błagać o litość.
- Teraz chcesz żebym Cię puścił wolno? O nie. Nie zmarnuję takiej okazji.
Puścił ramiona Caine’a i uderzył go pięścią. Raz. Drugi. Caine zatoczył się i upadł na asfalt. Z jego wargi i nosa wypływała krew. Piszczał i prosił, żeby to był koniec. Wstał i znów zbierał się do ucieczki.
- Jesteś mięczakiem wiesz? To jeszcze nie wszystko. Stój! – Caine zatrzymał się bojąc się reakcji Blake’a na nieposłuszeństwo.
- A teraz bądź grzeczny, bo mam przy sobie pistolet. – związał ręce chłopaka wyciągniętym z kieszeni cienkim, ale mocnym sznurkiem. – Jeżeli będziesz się szarpał to rozetniesz sobie nadgarstki, a nikt Ci nie pomoże, bo zakleję Ci usta. – jak powiedział, tak zrobił.
Blake przerzucił chłopaka przez ramię i niósł do najbliższego muru. Znalazł jakiś budynek, postawił Caine’a na ziemi i przyparł do muru.
- Mam też nóż, więc pamiętaj, bądź grzeczny.
Uderzył go w brzuch. Caine zwinął się z bólu i upadł na ziemię.
- Wystarczy? Chyba nie, to za mało.
Kopnął chłopaka i kazał mu wstać. Caine ledwo utrzymując się na nogach wstał i błagalnym wzrokiem popatrzył na swojego przeciwnika stwierdzając, że jest w sytuacji bez wyjścia. Blake jeszcze raz wymierzył mu w twarz pięścią i cofnął się kilka kroków.
- Na dzisiaj wystarczy, ale pamiętaj, to jeszcze nie koniec. – zaśmiał się, zatarł ręce i odszedł zostawiając ledwo żywego Caine’a pod murem opuszczonego budynku.

Chłopak obudził się. Popatrzył w sufit i z powrotem zamknął oczy. Przypomniał sobie swój sen. Rozglądnął się po pokoju, ale nie dostrzegł tam dziewczyny. Spróbował wstać. Udało się. Przeszedł się po pokoju macając wszystkie rzeczy napotkane po drodze. Otworzył szafkę i zobaczył mnóstwo płyt. Wyciągnął pierwszą lepszą i spojrzał na okładkę, na której u góry był napis GARAGE INC., a na dole METALLICA. O tak. Tego pragnął. Popatrzył na przeciwległą ścianę i zobaczył wieżę. Nie było prądu, ale miał nadzieję, że wieża jakimś cudem działa. Podszedł do odtwarzacza i delikatnie włożył płytę. Pilotem włączył wieżę. Działa! Musi być na baterie. Uśmiechnął się do siebie i uruchomił płytę. Przeskoczył do utworu numer sześć. Z głośników popłynęła melodia.
There's a devil waiting outside your door
(How much longer)
There's a devil waiting outside your door
(How much longer)
It is bucking and braying and pawing at the floor
(How much longer)
And he's howling with pain and crawling up the walls
(How much longer)
There's a devil waiting outside your door
(How much longer)

Zuza uchyliła drzwi i weszła do pokoju. Słysząc melodię odważniej przeszła przez drzwi mierząc chłopaka od stóp do głów. Po chwili dostrzegła podniecone spojrzenie chłopaka, który już od kilku chwil oczekiwał jej i wpatrywał się w drzwi. Uśmiechnął się do niej, a ona od razu wiedziała o co chodzi. Zdjęła bluzę i rzuciła ją na podłogę. Zbliżała się do chłopaka, który z kocią szybkością i zwinnością doskoczył do niej i pociągnął w stronę łóżka. Z głośników usłyszeli:
Loverman! Since the world began
Forever, Amen Till end of time Take off that
dress I'm coming down I'm your loverman
Cause I am what I am what I am what I am


***


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Lemo
Pirokinetyk
Pirokinetyk


Dołączył: 25 Wrz 2011
Posty: 720
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Manchester
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:14, 17 Gru 2011    Temat postu:

Widzę że Zuzka działa na dwa fronty.. Jezyk
Pierwsze skojarzenie - Robal?! I Caine który 'piszczy i błaga o litość'. Wesoly
Ale coś mało sadystyczne się robi to ff.. Więcej scen walk między Zuzą i Drejkiem!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Puma
Naczelny Grafficiarz
Naczelny Grafficiarz


Dołączył: 15 Mar 2010
Posty: 811
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paradise City
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 23:47, 17 Gru 2011    Temat postu:

No, robi się ciekawie, a po ostatnim akapicie - baardzo ciekawie ;> fajnie że wprowadziłaś nowego bohatera :3.
Ah, no i "Loverman" <3.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum GONE Strona Główna -> Fan-Art-Fan-Fiction! Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5
Strona 5 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Emule.
Regulamin